słowo do Słowa

Czytania: Prz 30,5-9; Ps 119; Łk 9,1-6

Był dla Apostołów czas słuchania i patrzenia, nadszedł czas głoszenia Ewangelii. I dziwnie ich Jezus wyposaża na drogę. Bez laski torby i chleba, za to z mocą i władzą czynienia dobra i walki ze złem. To człowiek udając się w drogę zabiera ze sobą bagaż. Jezus sam szedł bez zapasów i tak mają iść Jego uczniowie; iść z wiarą, że On zaspokoi ich potrzeby. Bo nawet na zwykłej ludzkiej drodze stawia Bóg ludzi dobrych, którzy pomogą bezinteresownie. A może to po to, byś i ty mógł dostrzec potrzeby innych. Nie byłoby dobrze, gdyby ktokolwiek musiał „strzepnąć kurz” z obuwia po spotkaniu z tobą, gdyby odszedł zawiedziony, odrzucony. Bo Jezus musiałby usypać cały kopiec przed tobą, gdyby liczył każdy zawód, jaki Go spotkał z twej strony. Jezus nie potrzebuje apostołów z pieniędzmi, chlebem i szatą, ale potrzebuje człowieka z sercem.

Czytania: Prz 21,1-6.10-13; Ps 119; Łk 8,19-21

Znów tłum ludzi wokół Jezusa. Dlaczego oni tam stoją? Może przywiodła ich ludzka ciekawość, może usłyszeli o cudach, które On czynił.
Kiedy czytamy tę scenę, można się oburzyć: ,,Jak to? Jezus nie chce spotkać się ze swoją rodziną?” Chce. Zanim przedostanie się do krewnych, przypomina zgromadzonym, że każdy z nas jest w oczach Bożych cenny i niepowtarzalny, zwłaszcza ten, który żyje wartościami chrześcijańskimi nie tylko podczas niedzielnej Eucharystii.
Można być blisko Boga jak tłum, a sercem i postępowaniem możemy być daleko od Niego! W XXI wieku nic się nie zmienia. Mamy słuchać Słowa Bożego i wypełniać je. Tyle i aż tyle…

Czytania: Prz 3,27-35; Ps 15; Łk 8,16-18

Jesteśmy światłem. Funkcją światła jest rozpraszanie ciemności, pokazywanie drogi, dawanie ciepła. W ciemności niekiedy odczuwamy lęk. Być światłem, to pomóc drugiemu wyjść z ciemności, w jakiej żyje. Nieść radość, jaką wnosi światło. Pokazać drogę, zachęcić, podnieść na duchu, zachować cierpliwość. Być światłem, to wnosić w życie innych takie treści, takie postawy, które ich ogrzeją, wzruszą, a może rozrzewnią i pozwolą płakać. Tak być z drugim człowiekiem, żeby on się nie bał. Światło wyprowadza z lęku, strachu, w który wprowadziła ciemność. Światło jest dla wszystkich, którzy są z nami. Być razem, to wprowadzać w innych w takie klimaty, jakie są nam bliskie, które uznajemy za wstęp do nawrócenia. To, jak żyjemy, ma jeden cel – pokazać i doprowadzić innych do Boga. Światło nasze, czyli dobroć naszych czynów, nie jest z nas, lecz z Boga.

Czytania: Mdr 2,12.17-20; Ps 54; Jk 3,16-4,3; Mk 9,30-37

Św. Marek rozpoczyna dzisiejszą Ewangelię zaznaczając, że Jezus pragnie pozostać tylko ze swoimi uczniami, którzy są z nim w drodze. Życie ucznia Chrystusa wymaga, by umieć uchwycić ten moment, w którym Jezus chce być tylko dla nas. Trzeba odnaleźć ten czas w drodze, czyli pośród tych ważnych i również małych naszych codziennych spraw, nie oglądając się na inne osoby i nie angażując w inne sprawy. Jezus chce się z nami spotykać, by mówić nam o ważnych rzeczach. Zapowiadając swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie, Jezus chce oczywiście przygotować uczniów do wydarzeń, które będą dotyczyć Jego osoby. On jednak pragnie też, by uczniowie potrafili odpowiednio zachować się w tych nadchodzących momentach. Jezus z uczniami przychodzi do Kafarnaum i są razem w domu. Niezrozumiałe jest milczenie uczniów, może nawet nie dlatego, że posprzeczali się o pierwsze miejsca, ale dlatego, że nie uwzględnili poznania Jezusa i tego, że On zna sprawy i tajemnice ludzkiego serca, zanim je człowiek wyjawi. Mimo blokady ze strony uczniów, Jezus nie rezygnuje i nawet wykorzystując ich wzajemną chęć dominacji, uczy ich prawdziwej postawy ucznia. Jezus stawia przed swoimi uczniami dziecko. To dziecko pokazuje, kim jest Jezus i czym jest miłość.
Jezus nieustannie zaprasza nas na swoją drogę i uczy nas dziecięcej postawy miłości. Nam pozostaje tylko z tego wielkiego i ważnego skarbca korzystać.

Czytania: 1Kor 15,35-37.42-49; Ps 56; Łk 8,4-15

Jesteśmy glebą, na która pada ziarno słowa Bożego. I tak jak w przyrodzie kilka czynników decyduje o tym, czy ziarno to wykiełkuje i wyda plon, tak też jest i z nami. Można przyjąć słowo Boże owacyjnie, ale szybko też o nim zapomnieć. Można podejść z entuzjazmem do uprawy tego, co Pan zasiał, ale z czasem popaść w zniechęcenie i wycofać się z pielęgnacji tego, co wyrosło. Relacja człowieka z Bogiem opiera się na miłości. I tak jak w miłości pomiędzy ludźmi uczucie trzeba pielęgnować i rozwijać, tak też jest w miłości nadprzyrodzonej. Jezus wiele razy zachęcał swoich uczniów do wytrwałości w miłości. Nie dajmy się zwieść pokusie „jakoś to będzie” i pracujmy każdego dnia, budując miłość Bożą w nas.

Czytania: Ef 4,1-7.11-13; Ps 19; Mt 9,9-13

„Pójdź za Mną”
Jezus każdego wzywa i im większa nasza bieda duchowa, tym bardziej musimy wyjść ze swej „komory celnej” i natychmiast iść za Jezusem. Bez naszego aktu woli Jezus będzie bezradny, nie zmusi nas, nie zniewoli. Mateusz nie tylko poszedł natychmiast, ale wyprawił ucztę, by wielu jemu podobnych mogło spotkać Jezusa.
Lubimy przebywać wśród ludzi, więc nasza obecność powinna na nich wpływać pozytywnie. Inaczej będziemy faryzeuszem, który złoży ofiarę, ale uniknie czynienia dobra.
A miłosierdzie to ofiara z siebie, to dobro ofiarowane drugiemu. W każdym środowisku będą ludzie potrzebujący Jezusa. Im mamy Go przybliżać, ale sami musimy słyszeć i odpowiedzieć na wezwanie „pójdź za Mną”.

Czytania: 1Kor 15,1-11; Ps 118; Łk 7,36-50

„Odpuszczone są twoje grzechy” usłyszała z ust Jezusa kobieta uważana za grzesznicę. „Ja odpuszczam tobie grzechy” – słyszymy z ust kapłana podczas spowiedzi. Zarówno ona, jak i my jesteśmy dłużnikami Boga, ponieważ miłosierdzie jest darem przez nas niezasłużonym. Nasz Pan okazuje je każdemu grzesznikowi, który z wiarą i skruchą o nie prosi. Postawa kobiety wyraża jej żal, a przede wszystkim miłość. Ona wie, że w oczach ludzkich, czego wyraz dają swoimi komentarzami faryzeusze, zasługuje na krytykę i odrzucenie. Wie również, że Bóg zna całą prawdę o człowieku, dlatego z ufnością pada do stóp Jezusa. Ona jest przewodniczką dla nas grzeszników, bo prowadzi do Jezusa i uczy, że warto Mu zawierzyć.

Czytania: 1Kor 12,31-13,13; Ps33; Łk 7,31-35

„Z kim mam porównać to pokolenie”
Jezus porównuje swoje pokolenie do dzieci, które chcą się bawić, ale nie potrafią się porozumieć. Jedne chciałyby bawić się w wesele, inne zaś w pogrzeb. Jednie chcą śpiewać wesołe piosenki, inne zaś smutne pieśni. Same nie wiedzą, czego chcą. Podobnie rzecz ma się z dorosłymi. Chcą oni wszystkiego, a nie potrafią niczego ustalić, uzgodnić. Od Jezusa oczekują tego, co potępiali w postawie Jana Chrzciciela, natomiast od Jana spodziewali się tego, czego nie dostrzegają u Jezusa Chrystusa. Jezus jasno mówi, że tego pokolenia, ludu niezdecydowanego nie można zadowolić.

Czytania: Mdr 4,7-15; Ps 148; Łk 2,41-52

„Czemuś nam to uczynił”?
Jezus, jak większość dorastających dzieci ma swoje plany.
Dwunastolatek zostaje w świątyni z nauczycielami.
Ukazuje Rodzicom drogę swojego powołania przez Ojca, by być w tym, co należy do Boga.
Do właściwego podjęcia misji musi czekać jeszcze wiele lat.
Ma troskliwych Rodziców, których potrzebuje, choć wydaje się, że drogi Jezusa i Rodziców zaczynają się rozchodzić
Jednak „poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany”
Oni Go dobrze wychowają, najlepiej jak potrafią.
Przygotują do wypełnienia dzieła zbawienia ludzkości

Czytania: 1Kor 11,17-26.33; Ps 40; Łk 7,1-10

Setnik miał do Jezusa prośbę, jednak uważał, że jego sytuacja jest trudna; był poganinem, okupantem. Ale jest dobrym człowiekiem, kocha swego sługę, więc próbuje. Najpierw posyła do Jezusa starszyznę, potem przyjaciół. Sam „nie jest godzien” ani wyjść naprzeciw, ani przyjąć Jezusa w domu. Ale wierzy, ufa i Jezus spełnia jego prośbę.
Można do Jezusa wysyłać pośredników, można do Jezusa wysyłać przyjaciół, bo „nie jestem godzien”, a może właśnie dlatego, że nie jestem godzien trzeba przyjść samemu.

Loading...