słowo do Słowa

Czytania: Hbr 4,12-16; Ps 19; Mk 2,13-17

Widzimy człowieka w sile wieku, pobierającego pieniądze na cle. Wokół ludzie niezadowoleni, narzekający na jego zdzierstwo. W taką atmosferę pracy celnika wkracza Jezus, wypowiadając swoje: „Pójdź, za Mną”. Z ogromnym zaskoczeniem dostrzegamy umiejętność zostawienia wszystkiego i gotowość celnika do odejścia. Zostawia to, na co dotychczas stawiał. Zaprasza Jezusa. Do stołu, przy którym zasiadł Jezus i uczniowie, przyszło wielu tych, którymi gardzono: grzesznicy i celnicy. Należy przypuszczać, że grzeszników oraz celników było więcej, niż samych uczniów. Faryzeusze mieli Mu za złe, że je i pije z celnikami i grzesznikami. Wówczas Chrystus wyjaśnił im sens swojej misji. Zdrowi nie idą do lekarza, sprawiedliwi nie żyją w grzechu. To prawda. Natomiast chorzy potrzebują lekarstwa, a grzesznicy przebaczenia grzechów. Tego faryzeusze nie wiedzieli. Dlaczego? Oni nie chcieli poznać prawdy o sobie, tzn. nie widzieli grzechu z swoim życiu, a to nie pozwalało im spojrzeć prawdzie w oczy.

Czytania: Hbr 4,1-5.11; Ps 78; Mk 2,1-12

Aby chory mógł odzyskać zdrowie, mężczyźni niosący go do Jezusa gotowi są rozwalić dom. Najważniejsze dla nich jest to, aby paralityk znalazł się przed Panem. Tak wiele mężczyźni z dzisiejszej Ewangelii, są w stanie zrobić dla paralityka. W ich postawie odsłania się nie tylko siła fizyczna, lecz także moc wiary. Oni uwierzyli, że Jezus może uzdrowić chorego.
Bolesne jest to, że jedni pomagają chromemu, inni zaś, w tym samym czasie „debatują w swoim sercu”, jakim prawem Jezus odpuszcza grzechy. Dla Jezusa ważny jest człowiek będący w potrzebie. Nie jest istotne to, co powiedzą uczeni w Piśmie i faryzeusze. Chrystus patrzy na tego, który wierzy w Jego moc uzdrawiającej miłości. Oby naszym przyjaciołom nigdy nie zabrakło wiary i determinacji.
Również, abyśmy my sami, potrafili być takimi przyjaciółmi dla tych, którzy w naszym otoczeniu realnym czy wirtualnym, tego potrzebują.
Może nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak wiele zależy od wytrwałości kilku osób i jak wiele opóźnień i kłopotów może sprawić brak wytrwałości, zniechęcenie jednej z nich.

Czytania: Hbr 3,7-14; Ps 95; Mk 1,40-45

„Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”
Budzi współczucie i litość ktoś, kto ma ciało pokryte ranami trądu. I właśnie taki człowiek odważył się złamać wszelkie zakazy i zbliżyć do Jezusa. Można sobie wyobrazić ogrom determinacji, rozpaczy, a także pragnienia zdrowia, i normalnego życia oraz nadziei, która musiała nim kierować. Przecież wiedział, że grozi mu śmierć, w najlepszym razie wyzwiska i kamienie. Przyjście do Jezusa musiało go więc sporo kosztować. Trąd rozumiany jako nieczystość zgina człowieka do ziemi. Wśród wielu ludzkich upadków ważny jest ten, przed Bogiem. „Upadek na kolana” owocuje oczyszczeniem. Niekiedy pytamy się, w jaki sposób odejść od określonych problemów, uwolnić się od namiętności, które sprowadzają grzech. Odpowiedź otrzymujemy w dzisiejszej Ewangelii. Upaść na kolana przed Bogiem i wierzyć, że On może mnie oczyścić. To nie Jezus zwleka z oczyszczeniem i uzdrowieniem nas. To my zwlekamy z decyzją szczerego przyjścia i uznania, że dramat, jaki nas spotkał był spowodowany utrzymywaniem Boga na dystans i próbą radzenia sobie samemu we wszystkim.

Czytania: Hbr 2,14-18; Ps 105; Mk 1,29-39

Gdy teściowa Szymona została uzdrowiona, zaczęła usługiwać Jezusowi i apostołom. Nie pozostała bierna, ale natychmiast powróciła do codziennych życiowych obowiązków. Każdy, kto spotkał Jezusa na swojej drodze, kto doświadczył Jego zbawiającej łaski, zaczyna rozumieć, że odpowiedzą ma Jego miłość będzie zawsze większa gorliwość w wypełnianiu przykazania miłości Boga i bliźniego. Po owocach poznaje się, czy dane dzieło jest Boże. Owocem prawdziwego spotkania z Jezusem jest zawsze wdzięczność, wyrażona w postawie służby. Nasze życie nabiera wtedy nowej jakości.

Czytania: Hbr 2,5-12; Ps 8; Mk 1,21-28

Miał rację Jan Chrzciciel, gdy mówił: „Idzie za mną mocniejszy ode mnie”. Słowo Jezusa nie jest wykładem pięknej teorii o szczęśliwym życiu, lecz jest słowem mocy potężnego światła, które usuwa wszelką ciemność. Słusznie świadkowie wydarzeń z synagogi w Kafarnaum stawiali pytanie: Kim jest ten, który „duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne?” Kim jest ten, przed którym zło ustępuje? Władza Jezusa była absolutna: nikt nie musiał jej nadawać, zatwierdzać ani uznawać. I dlatego Jezus budził takie zdumienie wśród ludzi i przestrach w świecie złych duchów. Nie wystarczy teoretyczne poznanie, kim jest Jezus Chrystus. Nie wystarczy nawet publiczne wyznanie, że jest to „Święty Boży”. Można wówczas usłyszeć odpowiedź: „Milcz i idź precz!” Wiara to nie teoria, lecz całkowite zaangażowanie się po stronie Chrystusa. To zgoda na życie w światłości Boga. Tego zły duch nie chciał uczynić, wolał przed Świętym Bożym uciekać.

Czytania: Hbr 1,1-6; Ps 96; Mk 1,14-20

„Pójdźcie za Mną”
Czyżby pracującym nad Jeziorem Galilejskim rybakom wystarczyło tylko: „pójdźcie za mną”, aby porzucili swoje dotychczasowe życie i poszli za Jezusem? Może nam trudno w to uwierzyć, ale rzeczywiście tak było. Także i dzisiaj Jezus składa takie propozycje. „Pójdź za mną” – oznacza odrzucenie dotychczasowej drogi grzechu i radykalne pójście za Nim. „Pójdź za mną” – to pełna miłości propozycja Jezusa skierowana do każdego. Uwierzyć, że życie może stać się inne: pełniejsze i szczęśliwsze. Może tak się stać tylko dzięki Jezusowi.

Czytania: Iz 40,1-5.9-11; Ps 104; Tt 2,11-14;3,4-7; Łk 3,15-16.21-22

W Jordanie zanurzali się grzesznicy pragnący odnowy życia. Szukali oczyszczenia. Do tej rzeki wylewali swoje łzy, obmywali w niej ciała naznaczone grzechem. Jordan to rzeka ludzkich grzechów. Stopy Jezusa dotknęły dna tej rzeki. Bóg zstępuje na samo dno ludzkiej biedy. Bierze na siebie nasz los, nasze grzechy, łzy, zwątpienia. Zanurza się w tej ludzkiej rzece po to, by nad nami, grzesznikami, otwierać niebo. Ukryty wśród słabych, biednych, zrozpaczonych, solidarny z tłumem ubogich, jeden z nich. Jan powtarzał, że nie jest godny rozwiązywać rzemyka u sandałów Mesjasza, a oto Mesjasz zanurza się przed nim, do jego stóp. Bóg lubi zaskakiwać. Otwiera niebo, objawia Trójcę Świętą
Czy wierzymy, że to dla nas Bóg otworzył niebo i wskazał na „Syna Umiłowanego”?
Czy wierzymy, że to dla nas chrzest Tego, który przyszedł bez grzechu, byśmy zrozumieli wielkość pokory?

Czytania: 1J 5,14-21; Ps 149; J 3,22-30

„Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał”.
Czas Jana już mija. Przyszedł Jezus, o którym Jan dał świadectwo. „Stracił” niektórych ze swoich uczniów. Ponadto coraz mniej ludzi przychodziło do Jana, ponieważ szli do Jezusa. Jan zna swoje miejsce w Bożym planie zbawienia. Był jedynie Głosem, tym, który zapowiada, uwrażliwia, nawołuje do wewnętrznego prostowania się człowieka na przyjście Pana. Potem przychodzi czas odejścia, jakby zejścia z „pierwszego planu”.

Czytania: 1J 5,5-13; Ps 147; Łk 5,12-16

…”zjawił się człowiek cały pokryty trądem”
Budzi współczucie i litość ktoś, kto ma ciało pokryte ranami trądu. I właśnie taki człowiek odważył się złamać wszelkie zakazy i zbliżyć do Jezusa. Można sobie wyobrazić ogrom determinacji, rozpaczy, a także pragnienia zdrowia, i normalnego życia oraz nadziei, która musiała nim kierować. Przecież wiedział, że grozi mu śmierć, w najlepszym razie wyzwiska i kamienie. Przyjście do Jezusa musiało go więc sporo kosztować. Trąd rozumiany jako nieczystość zgina człowieka do ziemi. Wśród wielu ludzkich upadków ważny jest ten, przed Bogiem – upadek na kolana. Niekiedy pytamy się, w jaki sposób odejść od określonych problemów, uwolnić się od namiętności, które sprowadzają grzech. Odpowiedź otrzymujemy w dzisiejszej Ewangelii. Upaść na kolana przed Bogiem i wierzyć, że On może nas oczyścić. To nie Jezus zwleka z oczyszczeniem i uzdrowieniem nas. To my zwlekamy z decyzją szczerego przyjścia i uznania, że dramat, jaki nas spotkał był spowodowany utrzymywaniem Boga na dystans i próbą radzenia sobie samemu we wszystkim.

Czytania: 1J 4,19-5,4; Ps 72; Łk 4,14-22a

„W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać”
Synagoga była dla Jezusa od dzieciństwa miejscem bardzo bliskim, był to, obok domu rodzinnego, Jego drugi dom. Jezus wracając do Nazaretu przychodzi do świątyni. Przychodzi ze świadomością, iż Duch Święty spoczywa na Nim. Przychodzi ten sam, jakiego wszyscy Go znali, a przynajmniej tak sądzili. Jezus żył w rodzinie, w Nazarecie: posłuszny, zależny, oddany. Natomiast teraz ujawnia się Jego misja. Treścią jej, jest głoszenie dobrej nowiny.
W synagodze, Jezus rozpoczyna swoją obecność wobec mieszkańców Nazaretu w sposób odnowiony. Słowo, które odczytał, skłania ich do patrzenia na Niego: „oczy wszystkich w synagodze, były w Nim utkwione”.
Nam również potrzeba przechodzić od słuchania słowa Bożego, do wpatrywania się w Jezusa, do Jego kontemplacji.

Loading...