słowo do Słowa

Czytania: 1Sm 18,6-9;19,1-7; Ps 56; Mk 3,7-12

„Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu”..
Z łodzi było łatwiej przemawiać, woda odbijała głos, była lepsza słyszalność. Z łodzi był też Jezus bardziej widoczny dla tłumu. Ale łódź to również symbol pewnego oddalenia się Jezusa od tłumu. To zwrócenie uwagi, że Jezusa wystarczy słuchać nie trzeba się Go dotykać. On może uzdrawiać również na odległość. Jezus nie chce rozgłosu ze względu na czyny, chce by Go przede wszystkim słuchano.

Czytania: 1Sm 17,32-33.37.40-51; Ps 144; Mk 3,1-6

Jezus, którego spotykamy w dzisiejszej Ewangelii, to Jezus pragnący dobra cierpiącego człowieka. Jednakże nie dla wszystkich liczyły się te same priorytety. Zasmucony i zagniewany Jezus nie zważa jednak na małostkowość tych, którzy z powodu niewrażliwości swojego serca zamknęli się zarówno na drugiego człowieka, jak i na Boga. On wie, że dokłada kolejne oskarżenie do katalogu swoich własnych „win”, ale Jego misją nie było przypodobanie się tym, którzy posiadali religijną władzę. On został posłany, aby ratować życie ludzkie na wszystkich możliwych płaszczyznach. On przychodzi także do nas i każdego z nas wzywa: „Wyjdź na środek”. Odpowiedź na to wezwanie wymaga odwagi z naszej strony, gdyż wiąże się być może z odrzuceniem przez tych, którzy nas obserwują. On pragnie nas uzdrowić, pragnie, abyśmy doświadczyli przemiany naszego serca, stając się równie współczujący jak On sam.

Czytania: 1Sm 16,1-13; Ps 89; Mk 2,23-28

„To szabat został ustanowiony dla człowieka”.
Litera prawa stała się dla faryzeuszy ważniejsza od ducha. Rygorystyczny nurt faryzeizmu za pracę uznawał zrywanie kłosów w szabat. Natomiast Jezus nie widzi problemu w tym, aby swoim głodnym uczniom w dzień szabatu pozwolić zrywać kłosy zboża, aby się posilili. Głód uczniów usprawiedliwiał naruszenie nakazów szabasowych. Nauka Jezusa jest w jawnym konflikcie ze starymi zwyczajami. Jego nauka potrzebuje nowych form wyrażania. Proponuje nam inną duchowość niż ta, w którą niezmiennie wprowadzali faryzeusze. Jedzenie i radowanie się w dzień szabatu, według Jezusa, jest zachowaniem pozytywnym, bo najważniejszy jest człowiek.

Czytania: 1Sm 15,16-23; Ps 50; Mk 2,18-22

Odpowiedź Jezusa udzielona uczniom Jana i faryzeuszom uczy nas jednej rzeczy, która w życiu bardzo często zdaje się umykać. W życiu duchowym nie chodzi w pierwszym rzędzie o nas samych, o doskonalenie technik ascezy i wspinanie się na kolejny szczebel doskonałości. W chrześcijańskim życiu duchowym chodzi o prawdziwie osobową relację z Jezusem. To On ma być w jego centrum. Co z tego, że będziemy pościć i się umartwiać, jeśli nie dostrzeżemy tego, że Pan Młody jest z nami? Nie oznacza to, że asceza nie jest potrzebna, ale proporcje muszą być zachowane. Na wszystko jest właściwy czas. Jeśli będziemy naprężać jedynie mięśnie naszej duchowej ascezy, to w przypadku braku prawdziwej relacji z Jezusem możemy wyrządzić sobie i innym więcej szkody niż pożytku. Jeśli to, co podstawowe, tj. relacja z Jezusem, nie będzie rozwijane, ugruntowywane i wzmacniane, to zachwieją się duchowe proporcje naszego życia i droga ta zaprowadzi nas donikąd.

Czytania: Iz 49,3.5-6; Ps 40; 1kor 1,1-3; J 1,29-34

Gdy Jan Chrzciciel zobaczył przechodzącego Jezusa, wydał świadectwo o Nim, które jest „zwięzłą teologią” osoby Jezusa: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. Słowa te wypowiada do dzisiaj każdy kapłan podczas Eucharystii, ukazując przełamaną Hostię. Dlaczego Jan Chrzciciel z taką łatwością rozpoznał kim jest Jezus? Dlaczego dostrzegł Ducha zstępującego na Jezusa, podczas gdy wielu stało obok, a nie dostrzegli? Aby poznać, że Jezus jest Bogiem, trzeba być poszukującym Boga, trzeba dbać o swoje życie duchowe tak jak Jan. Kto nie dba o swoje życie duchowe, ten będzie miał problemy z dostrzeganiem tego, co duchowe. Jeśli chcemy widzieć rzeczy Boże tak jak Jan Chrzciciel, to dbajmy o duchową sferę naszego życia. Życie duchowe nie jest nam wszczepione automatycznie. Ono wymaga wielkiej wolności, dlatego trzeba je po prostu wybrać i potem świadomie rozwijać.

Czytania: 1Sm 9,1-4.17-19;10,1; Ps 21; Mk 2,13-17

Widzimy człowieka w sile wieku, pobierającego pieniądze na cle. Wokół ludzie niezadowoleni, narzekający na jego zdzierstwo. W taką atmosferę pracy celnika wkracza Jezus, wypowiadając swoje: „Pójdź, za Mną”. Z ogromnym zaskoczeniem dostrzegamy umiejętność zostawienia wszystkiego i gotowość celnika do odejścia. Zostawia to, na co dotychczas stawiał. Zaprasza Jezusa. Do stołu, przy którym zasiadł Jezus i uczniowie, przyszło wielu tych, którymi gardzono: grzesznicy i celnicy. Przyszło ich wielu. Należy przypuszczać, że grzeszników oraz celników było więcej, niż samych uczniów. Faryzeusze mieli Mu za złe, że je i pije z celnikami i grzesznikami. Wówczas Chrystus wyjaśnił im sens swojej misji. Zdrowi nie idą do lekarza, sprawiedliwi nie żyją w grzechu. To prawda. Natomiast chorzy potrzebują lekarstwa, a grzesznicy przebaczenia grzechów. Tego faryzeusze nie widzieli. Dlaczego? Oni nie chcieli poznać prawdy o sobie, tzn. nie widzieli grzechu z swoim życiu, a to nie pozwalało im spojrzeć prawdzie w oczy.

Czytania: 1Sm8,4-7.10-22a; Ps 89; Mk 2,1-12

Aby chory mógł odzyskać zdrowie, mężczyźni niosący go do Jezusa gotowi są rozwalić dom. Najważniejsze dla nich jest to, aby paralityk znalazł się przed Panem. Tak wiele mężczyźni z dzisiejszej Ewangelii są w stanie zrobić dla paralityka. W ich postawie odsłania się nie tylko siła fizyczna, lecz także moc wiary. Oni uwierzyli, że Jezus może uzdrowić chorego.
Bolesne jest to, że jedni pomagają chromemu, inni zaś, w tym samym czasie „debatują w swoim sercu”, jakim prawem Jezus odpuszcza grzechy. Dla Jezusa ważny jest człowiek będący w potrzebie. Nie jest istotne to, co powiedzą uczeni w Piśmie i faryzeusze. Chrystus patrzy na tego, który wierzy w Jego moc uzdrawiającej miłości. Oby naszym przyjaciołom nigdy nie zabrakło wiary i determinacji.
Również, abyśmy my sami, potrafili być takimi przyjaciółmi dla tych, którzy w naszym otoczeniu  tego potrzebują.
Może nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak wiele zależy od wytrwałości kilku osób i jak wiele opóźnień i kłopotów może sprawić brak wytrwałości, zniechęcenie jednej z nich.

Czytania: 1Sm 4,1b-11; Ps 44; Mk 1,40-45

„Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”
Budzi współczucie i litość ktoś, kto ma ciało pokryte ranami trądu. I właśnie taki człowiek odważył się złamać wszelkie zakazy i zbliżyć do Jezusa. Można sobie wyobrazić ogrom determinacji, rozpaczy, a także pragnienia zdrowia, i normalnego życia oraz nadziei, która musiała nim kierować. Przecież wiedział, że grozi mu śmierć, w najlepszym razie wyzwiska i kamienie. Przyjście do Jezusa musiało go więc sporo kosztować. Trąd rozumiany jako nieczystość zgina człowieka do ziemi. Wśród wielu ludzkich upadków ważny jest ten, przed Bogiem. „Upadek na kolana” owocuje oczyszczeniem. Niekiedy pytamy się, w jaki sposób odejść od określonych problemów, uwolnić się od namiętności, które sprowadzają grzech. Odpowiedź otrzymujemy w dzisiejszej Ewangelii. Upaść na kolana przed Bogiem i wierzyć, że On może mnie oczyścić. To nie Jezus zwleka z oczyszczeniem i uzdrowieniem nas. To my zwlekamy z decyzją szczerego przyjścia i uznania, że dramat, jaki nas spotkał był spowodowany utrzymywaniem Boga na dystans i próbą radzenia sobie samemu we wszystkim.

Czytania: 1Sm 3,1-10.19-20;Ps 40; Mk 1,29-39

Gdy teściowa Szymona została uzdrowiona, zaczęła usługiwać Jezusowi i apostołom. Nie pozostała bierna, ale natychmiast powróciła do codziennych życiowych obowiązków. Każdy, kto spotkał Jezusa na swojej drodze, kto doświadczył Jego zbawiającej łaski, zaczyna rozumieć, że odpowiedzą ma Jego miłość będzie zawsze większa gorliwość w wypełnianiu przykazania miłości Boga i bliźniego. Po owocach poznaje się, czy dane dzieło jest Boże. Owocem prawdziwego spotkania z Jezusem jest zawsze wdzięczność, wyrażona w postawie służby. Nasze życie nabiera wtedy nowej jakości.

Czytania: 1Sm 1,9-20; Ps:1Sm 2,1bcde.4-8abcd; Mk 1,21-28

Miał rację Jan Chrzciciel, gdy mówił: „Idzie za mną mocniejszy ode mnie”. Słowo Jezusa nie jest wykładem pięknej teorii o szczęśliwym życiu, lecz jest słowem mocy potężnego światła, które usuwa wszelką ciemność. Słusznie świadkowie wydarzeń z synagogi w Kafarnaum stawiali pytanie: Kim jest ten, który „duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne?” Kim jest ten, przed którym zło ustępuje? Władza Jezusa była absolutna: nikt nie musiał jej nadawać, zatwierdzać ani uznawać. I dlatego Jezus budził takie zdumienie wśród ludzi i przestrach w świecie złych duchów. Nie wystarczy teoretyczne poznanie, kim jest Jezus Chrystus. Nie wystarczy nawet publiczne wyznanie, że jest to „Święty Boży”. Można wówczas usłyszeć odpowiedź: „Milcz i idź precz!” Wiara to nie teoria, lecz całkowite zaangażowanie się po stronie Chrystusa. To zgoda na życie w światłości Boga. Tego zły duch nie chciał uczynić, wolał przed Świętym Bożym uciekać.

Loading...