Czytania: Iz 62,1-5; Ps 96; 1Kor 12,4-11; J 2,1-11
Słudzy, którzy w samym środku wesela, w samym środku licznych prac, zostali powołani przez Jezusa do tego, żeby napełnili stągwie wodą, ci którzy mogli narzekać, krytykować, że nie pora na to, że trzeba znaleźć inny moment, że nie po to zostali najęci, postanowili nie tylko wykonać/wypełnić powierzone im zadanie, ale zrobili to bardzo dokładnie, napełnili stągwie aż po brzegi. Jest to bardzo silna zachęta dla nas. Czasami nasze chrześcijaństwo jest chrześcijaństwem po najmniejszej linii oporu, tyle, ile trzeba, żeby wypełnić obowiązek. Tymczasem ci słudzy, pokorni i tak szalenie posłuszni woli Bożej, napełniają stągwie aż po brzegi, mimo że z pewnością nie widzieli sensu tego zadania, mimo że moment na pewno nie był odpowiedni, mimo że właściwie nic nie układało się tutaj w logiczną całość. Napełniają aż po brzegi, bo Jezus ich poprosił. I tak powinno być w naszym życiu. Jeśli Jezus prosi, to zróbmy wszystko, cokolwiek nam powie, jeśli Jezus prosi, to bądźmy szczodrzy w swoim sercu. On prosi po to, żeby cud mógł się wypełnić. Gdyby słudzy napełnili stągwie tylko do połowy, to może cud Kany Galilejskiej by się nie wypełnił.