słowo do Słowa

Czytania: Ez 37,1-14; Ps 107; Mt 22,34-40

„Będziesz miłował Pana, swojego Boga, całym swoim sercem, i całą swoją duszą, i całą swoją myślą.  To jest wielkie i pierwsze przykazanie.  A drugie podobne mu: Będziesz miłował bliźniego swego jak samego siebie”. 
 Miłowanie Boga całym sobą rozpoczyna się od bezwarunkowego poddania się Bogu, dania Mu pierwszeństwa przed wszystkimi i wszystkim. Serce człowieka wierzącego poddaje się łagodnie woli Boga.
Miłowanie Boga całym sobą odnosi się do życia, pragnień, uczuć, uwielbienia, wdzięczności. Dusza człowieka ufającego Bogu lgnie do Niego i wywyższa Go ponad wszystko.
Miłowanie Boga całym sobą odnosi się do pracy umysłu, poznania, rozumienia, badania. Oznacza sposób myślenia odnoszący wszystko najpierw do Boga. Myśl i umysł człowieka wierzącego poznają Boga i ufają Mu, są oddane poszukiwaniu prawdy.
Siłą, mocą człowieka wierzącego jest wielkość jego miłości do
Boga. Miłowanie samego siebie to nie egoizm, ale akceptowanie siebie jako stworzonego i obdarowanego przez Boga. Poczucie własnej wartości i miłowanie samego siebie stanowi wstępny warunek do miłowania innych.
Miłowanie bliźniego swego to uznawanie jego wartości i godności wynikającej z bycia stworzonym przez Boga i obdarowywanie go tym, co człowiek wierzący otrzymał od Boga.

Czytania: Ez 36,23-28; Ps 51; Mt 22,1-14

Uczta przygotowana, zaproszenia rozesłane, trwa oczekiwanie. Król oczekiwał zaproszonych, „lecz ci nie chcieli przyjść”; mieli ważniejsze sprawy: uprawę roli, kupiectwo, rodzinę. Zlekceważyli zaproszenie, lecz król daje im kolejną szansę; posyła sługi z ponownym zaproszeniem. Lecz i to zlekceważyli, nawet zabili posłańców. „Zaproszeni nie byli godni uczty”. Ale na rozstajnych drogach jest wielu, którzy przyjdą, byle mieli szatę godową, byli mieli godność człowieka zaproszonego do zbawienia. Dla wszystkich Bóg przygotował ucztę, nawet dla tych, co szatę godową włożą choćby w ostatniej chwili.

Czytania: Ez 34,1-11; Ps 23; Mt 20,1-16

Na pierwszy rzut oka decyzja właściciela winnicy kłóci się z naszym poczuciem sprawiedliwości. Zgodnie z wszelkimi zasadami ekonomii, zdrowego rozsądku i sprawiedliwości, za większą pracę należy się większa zapłata. Tymczasem gospodarz potraktował jednako zarówno tych, którzy w pocie czoła i spiekocie pracowali od rana do wieczora, jak i tych, którzy ledwo zdążyli dotknąć się pracy. Słuszny był zarzut i oburzenie tych zmęczonych robotników, którzy wykonali całą pracę i musiała ich mocno boleć owa dobroć gospodarza. Tak ma się sprawa z czysto ludzkiego punktu widzenia. Ale punkt widzenia Boga jest inny.
Przypowieść nie chce zachęcać leniwych i beztroskich, którzy odkładają na ostatnią godzinę nawrócenie, lecz pouczyć, że Bóg może powołać o każdej godzinie i że człowiek powinien być zawsze gotów odpowiedzieć na Jego wezwania

Czytania: Ez 28,1-10; Ps:Pwt 32,26-36; Mt 19,23-30

„Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do Królestwa niebieskiego”
 „Ucho igielne” to była bardzo wąska brama w murach Jerozolimy, tak wąska, że przeprowadzając przez nią wielbłąda trzeba było zdjąć z niego bagaż. Człowiek bogaty, o którym dziś mówi Jezus, to człowiek, który nie potrafi zdjąć z siebie bagażu, czyli stracić tego, co posiada. Dlatego jest „gorszy” od wielbłąda, który nigdy nie stawia oporu, gdy zdejmuje się z niego bagaż.
Ludziom bogatym trudno wejść do królestwa niebieskiego nie dlatego, że są bogaci, ale dlatego, że często przywiązują się do tego, co posiadają. Kto się przywiązuje, jest niewolnikiem, czyli ma bardzo ograniczone możliwości. Brońmy się przed tym!

Czytania: Ez 24,15-24; Ps:Pwt 32,18-21; Mt 19,16-22

Szczęście człowieka nie zależy od tego, co posiada. Można posiadać bardzo wiele, a ciągle chodzić smutnym. Szczęście jest na miarę serca i jego pragnień. Jeśli będzie przywiązane do dóbr ziemskich, będzie w nim smutek niewolnika. Jeśli będzie wybierać wolność dziecka Bożego, napełni się prawdziwą radością. Nie będzie to radość z posiadania czegoś, lecz radość bycia w rękach Boga i możliwość współpracy z Nim. Dlatego każdego dnia warto stawiać sobie pytania: Co dobrego mogę dziś uczynić? Co uprzątnąć z tego, co przeszkadza Bogu, szanującemu moją wolność, obdarzającemu mnie darem, na który nie zasługuję, a który wyraża się w Jego codziennym „chodź za Mną” (Mt 19, 21)? Czasami może to oznaczać, że Bóg wzywa mnie do radykalnego kroku. Ale to absolutnie nie powód do smutku. Muszę pamiętać, że radosnego dawcę miłuje Bóg.

Czytania: Iz 56,1.6-7; Ps 67; Rz 11,13-15.29-32; Mt 15,21-28

Kobieta kananejska przyszła do Jezusa z ogromnym bólem. Cierpienie córki tejże kobiety „dręczonej przez złego ducha” było jej niewypowiedzianą udręką. Ból najbliższych jest bardziej dramatycznym od własnego. Brak odpowiedzi Jezusa na krzyk rozpaczy matki zatroskanej o córkę nie był wyrazem obojętności, czy lekceważenia przez Jezusa. Milczenie Jezusa było najwyraźniejszą, najpełniejszą Jego odpowiedzią na przepastny dramat matki i córki. Uczniowie Jezusa, chociaż mieli własne rodziny, nie zdołali wniknąć i zrozumieć bólu, rozpaczy kobiety kananejskiej. Zamiast słów współczucia, zwykłej empatii pojawiło się wezwanie uczniów Pana, by niewiastę odprawić, czy inaczej mówiąc – przegonić. Jezus, w tej chwili kompromitacji swoich uczniów, podjął z nią rozmowę. Trudno dziś zrozumieć słowa Jezusa o chlebie odbieranym dzieciom i rzucanym psom oraz o szczeniętach – pieskach spożywających okruszyny spadające ze stołu. Język Jezusa był bardzo obrazowy, symboliczny, odwołujący się do codziennych doświadczeń Jego rozmówców. Obcy ma prawo do chleba i do jego okruszyn. Nikt nie może zabronić Jezusowi udzielać łask, pierwotnie przeznaczonych dla narodu wybranego. Dla Jezusa wszyscy ludzie – swoi i obcy, Żydzi oraz ci, którzy nimi nie są – wybrani zostali przez Boga. Kobieta kananejska udowodniła swoją wielką wiarę w Boga. Jej bezgraniczne zaufanie zaowocowało cudem uzdrowienia jej córki.

Czytania: Ap 11,19a;12,1.3-6a.10ab; Ps 45; 1Kor 15,20-26; Łk 1,39-56

Maryja poruszona i rozradowana nie może dłużej milczeć.
– To mój Bóg, mój Zbawca jest Panem rzeczy niemożliwych.
Bóg Wszechmocny czyni człowieka wielkim, gdy sam staje się Małym.
To On inspiruje moją duszę do uwielbienia i radości.
To On dostrzega moje oddanie i zawierzenie.
Jego święte Imię tęskni za grzesznikiem.
Jego niewyczerpane miłosierdzie ogarnia pokolenia.
Ma On moc pokonać ludzi o sercach dumnych i pewnych.
Burzy trony panów tego świata, a władcami czyni ludzi prostych i prawych.
Obficie syci głodnych i spragnionych, bo zna serce człowieka.
Ci zaś, którzy nic nie potrzebują, odchodzą z niczym.
To On biedaka czyni bogaczem, a bogatego nędzarzem.
To On sługę wiernego chroni i wspomaga.
Nie może zapomnieć o swoim miłosierdziu,
Jest wierny obietnicy złożonej przed wiekami na wieki.
Dziękuję Ci Maryjo, że przybliżasz mi Boga.
Dziękuję Ci Maryjo, że dajesz mi Boga.

Czytania: Mdr 3,1-9; Ps 116B; J 15,9-17

Jezus podaje nam wzór miłości chrześcijańskiej w Ewangelii, w słowach: ‘’Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich ‘’(J 15, 12-13). Osoba gotowa do takiego poświęcenia, jak śmierć dla drugiej osoby, bez wątpienia jest idealnym przyjacielem, lecz niezaprzeczalnym faktem jest, iż znalezienie kogoś, kto porwałby się na taki czyn, jest bardzo mało prawdopodobne… Dlaczego ? Odpowiedź jest prosta – współczesny świat uczy by ponad wszystko cenić swoje dobro, a co za tym idzie swoje życie – inni, nawet tak zwani ‘’przyjaciele’’ schodzą na drugi plan. 
Jednak jak od każdej reguły, tak i od tej istnieją wyjątki. Przykładem postawa św. Maksymiliana Kolbe. Musimy przeanalizować naszą gotowość do poświęcenia dla przyjaciół i starać rozwijać w sobie miłość chrześcijańską. We współczesnym świecie ludzi zaślepiła pogoń za dobrami materialnymi. W społeczeństwie zanikają prawdziwe wartości ustępując miejsca błahostkom.  Powinniśmy zatem przełamać swoje uprzedzenia oraz okazywać najbliższym nam osobom ile dla nas znaczy ich przyjaźń, może niekoniecznie ofiarowując swoje życie, ale chociażby mówiąc dziękuję.

Czytania: Ez 12,1-12; Ps 78; Mt 18,21-19,1

Nie tylko Bóg odpuszcza człowiekowi grzechy, ale i człowiek ma darować winy bliźniemu.
Dramatyczne jest to, że człowiek nie uczy się dobroci, miłosierdzia od tych, którzy mu ją okazali. Król darował słudze, który nie mając pieniędzy, nie mógł jemu oddać. Prosił króla o cierpliwość, o czas dla siebie. Otrzymał więcej niż prosił. Niczego się nie nauczył. Dobroć jest bezcenna. Dobroci, przebaczenia, cierpliwości, zrozumienia nie można kupić. Nie jest prawdą, że ten, który doświadczył przebaczenia, sam chętnie przebacza. Jezus nam ciągle przebacza, a my jakże często jesteśmy „niemiłosiernym dłużnikiem”.

Czytania: Ez 9,1-7;10,18-22; Ps 113; Mt 18,15-20

„Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy”
Upomnienie braterskie, chociaż ma miejsce rzadko, nie należy do rozmów przyjemnych. Kosztuje wiele. Można się narazić. Można stracić przyjaciela. Wiele słabości drugiego człowieka trzeba cierpliwie znosić. Tylko wtedy, gdy w grę wchodzą wielkie wartości, należy sięgać po upomnienie. Trzeba to uczynić tak, by upominany odkrył naszą autentyczną troskę o jego dobro. Jeśli nawet podczas samego upominania zareaguje zdenerwowaniem, to z perspektywy czasu odkryje, że nasze ostrzeżenie było uzasadnione i będzie za nie wdzięczny. Zanim zdecydujemy się na upomnienie w cztery oczy, trzeba sprawę głęboko
przemyśleć, trzeba ją rozważyć przed Bogiem. Trzeba się zgodzić na wszystkie wynikające z tego konsekwencje. W niejednym wypadku znacznie łatwiej jest przebaczyć niż upomnieć.  Prawdziwa miłość umie upomnieć i umie upomnienie przyjąć

Loading...