słowo do Słowa

Czytania: 1Kor 10,14-22; Ps 116B; Łk 6,43-49

Ten, który budował na skale, jest mądrym budowniczym. Człowieka poznajemy po jakości jego życia, ale także i po tym, na kim się on opiera, komu daje posłuch, kto jest jego doradcą. Duchowy dom nie może się ostać, jeżeli nie został wzniesiony na Jezusie i Jego słowach. Niszczące konsekwencje grzechu, braku słuchania, a tym samym braku posłuszeństwa, prowadzą do katastrofy. Żyć jedynie życiem zewnętrznym, wrażeniami, do jakich pobudzają nas sprawy dziejące się wokół nas, jest działaniem, które można nazwać budowaniem na piasku. Kiedy budujemy na grzechu, wtedy w naszym owocu jest trucizna, a fundament naszego domu tak nietrwały, że pierwsza burza zmiecie go z powierzchni ziemi. Kiedy otwieramy się na łaskę Miłosierdzia Bożego, nasz owoc jest pełen życia, a nasz dom stabilny.

Czytania: 1Kor9,16-19.22-27; Ps 84; Łk 6,39-42

„Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz”?
Uczeń Jezusa potrzebuje formacji, by mógł właściwe oceniać rzeczywistość swojego życia i drugiego człowieka. Jednak łatwiej jest pouczać innych, udzielać rad, wskazówek, trudniej samemu ćwiczyć się w cnocie miłości, przebaczenia, milczenia, wyrozumiałości, miłosierdzia. Nie chcąc poznać prawdy o sobie, jesteśmy jak ślepi. Wyolbrzymiamy małe niedociągnięcia u innych (przysłowiową drzazgę), a lekceważymy ogrom zła i niesprawiedliwości w swoim życiu (przysłowiową belkę). Jezus wskazuje w ten sposób na postawę obłudy i przewrotności, która zaślepia nasze serca i sprawia, że nie możemy wydawać dobrych owoców. Jeżeli sami jesteśmy nienawróceni, udajemy, że wszystko jest w porządku, a domagamy się nawrócenia od innych, postępujemy jak obłudnicy, którzy widzą drzazgę w oku drugiego, a belki we własnym nie dostrzegają. Jedynie Bóg wie, co kryje się w ludzkim sercu, Jemu należy pozostawić osąd. Uczeń Jezusa powinien wystrzegać się sądzenia i wydawania wyroków.

Czytania: 1Kor 8,1b-7.10-13; Ps 139; Łk 6,27-38

„Miłujcie waszych nieprzyjaciół, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą”
Dzisiejsze słowo Boże pobudza nas do zastanowienia się nad miłością do ludzi, którzy nam źle życzą i pragną nam szkodzić. Jest to bardzo trudne zagadnienie, gdyż miłość do nieprzyjaciół jest chyba najtrudniejszą rzeczą w życiu człowieka. Jednakże dzisiejsza Ewangelia poucza nas, że miłość do nieprzyjaciół stanowi miarę doskonałości człowieka wierzącego. Człowiek, który miłuje nieprzyjaciół, jest przyjacielem samego Boga, bo przecież Chrystus mówi nam dzisiaj bardzo wyraźnie: miłujcie waszych nieprzyjaciół… a będziecie synami Najwyższego, ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. W naszym życiu chrześcijańskim powinniśmy przede wszystkim naśladować samego Chrystusa, który umierając na krzyżu, modlił się za swoich nieprzyjaciół słowami: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią .

Czytania: 1Kor 7,25-31; Ps 45; Łk 6,20-26

Tłumy, które szły za Jezusem przedstawiały smutny widok. Byli to ludzie smutni, biedni, chorzy, uciskani. Do nich skierował Jezus słowa błogosławieństw. Błogosławieństwo to zapewnienie o miłości Ojca, to jak dobre życzenia złożone słuchaczom. Nie znaczy to, że Jezus akceptował trudną sytuację ludu, ale zapewniał ich, że przyjęcie wszystkiego z pokorą i zgodnie z wolą Bożą daje szczęście; płacz zmienia w śmiech, ubóstwo staje się bogactwem, ucisk – wolnością. Gdy przeminą dni ucisku nagrodą będzie niebo.
Do tych zaś, którzy Go nie słuchają, którzy Go odrzucają kieruję Jezus tragiczne „biada”. To „biada” jak przekleństwo kieruje do bogaczy, którzy krzywdzą biednych, do tych, którzy żerują na ludzkim nieszczęściu, którzy chlubią się własną wielkością.

Czytania: Mi 5,1-4a; Ps 13; Mt 1,1-16.18-23

Panno Siewna, zebrałaś kłosy zboża, będzie chleb na teraz.
Idziesz przez pola rzucając ziarno, będzie na później, obumrze, wyda plon.
Panno Siewna, krocząca po świeżej skibie, otulająca ziemię błękitnym płaszczem nieba, stąpająca nad ziemią, by nie podeptać.
Błogosławisz zasiewom ziarna;
tym wrzuconym w ziemię, co dadzą chleb
tym wrzuconym w serce, co niosą Boga.
Pośredniczko u Syna
by gleba była gotowa przyjąć ziarno,
by serce było gotowe przyjąć Boga
Panno Jesienna, Ty czekasz
aż serce dojrzeje- pokocha,
aż miłość dojrzeje,
aż wiara napełni serce nadzieją, że narodzi się nowe, lepsze piękniejsze, Boże

Czytania: 1Kor 5,1-8; Ps 5; Łk 6,6-11

„Podnieś się i stań na środku”
Każde uzdrowienie ma swój początek, swoje źródło w słowie Boga. Posłuszeństwo słowu Jezusa to posłuszeństwo wobec wezwania . Chory „Podniósł się i stanął”. Uczynił to, czego Jezus chciał, stanął na miejscu, które On wskazał. Jezus chciał pokazać choremu człowiekowi, gdzie jest jego miejsce. Jego miejsce jest przy Nim.
W życiu chodzi o to, aby być w tym miejscu gdzie jest Jezus ze swoją mocą.
Podnieść się z obojętności, odrętwienia, małostkowości, zamknięcia…. i stanąć pośrodku własnego życia z odwagą, z wiarą, z nadzieją, że wszystko może zmienić Jezus.
Wyciągnąć do Niego rękę, podać Mu rękę.
On poprowadzi!

Czytania: Ez 33,7-9; Ps 95; Rz 13,8-10; Mt 18,15-20

„Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy”
Upomnienie braterskie, chociaż ma miejsce rzadko, nie należy do rozmów przyjemnych. Kosztuje wiele. Można się narazić. Można stracić przyjaciela. Wiele słabości drugiego człowieka trzeba cierpliwie znosić. Tylko wtedy, gdy w grę wchodzą wielkie wartości, należy sięgać po upomnienie. Trzeba to uczynić tak, by upominany odkrył naszą autentyczną troskę o jego dobro. Jeśli nawet podczas samego upominania zareaguje zdenerwowaniem, to z perspektywy czasu odkryje, że nasze ostrzeżenie było uzasadnione i będzie za nie wdzięczny. Zanim zdecydujemy się na upomnienie w cztery oczy, trzeba sprawę głęboko przemyśleć, trzeba ją rozważyć przed Bogiem. Trzeba się zgodzić na wszystkie wynikające z tego konsekwencje. W niejednym wypadku znacznie łatwiej jest przebaczyć niż upomnieć.  Prawdziwa miłość umie upomnieć i umie upomnienie przyjąć

Czytania: 1Kor 4,6-15; Ps 145; Łk 6,1-5

Religia powinna opierać się na głębokim doświadczaniu Boga. Dla wyrażenia tej relacji człowiek potrzebuje świątyń, świąt i obrzędów świętowania. One są konieczne ze względu na specyfikę ludzkiej natury. Nic jednak z tych rzeczy nie może przybrać wartości absolutnej. Niestety, ludzie często mają tendencję stawiania siebie w centrum życia religijnego. Tak było w czasach Jezusa, tak jest i obecnie. Dziś też można być faryzeuszem, który gorszy się tym, co inni robią w niedzielę. A przecież ewangeliczne wydarzenie jest słowem skierowanym do mnie. Pytaniem o to, czy w centrum niedzielnych planów stoi Bóg Miłość. Czerpiąc z miłości Krzyża obecnej w ofierze Mszy św., mogę ją nieść do potrzebujących. Odkrywam wtedy, że Bóg nigdy nie jest przeciwko człowiekowi. Jeśli doświadczę troski Jezusa, Pana szabatu, wówczas rzeczy drugorzędne nie zasłonią mi potrzeb innych ludzi. Nic nie przesłoni żywego Boga.

Czytania: 1Kor 4,1-5 Ps 37; Łk 5,33-39

Ludzie pościli w czasach Starego Testamentu, będą pościć również uczniowie Jezusa. Zmienił się jedynie motyw postu. W jego centrum mam stać nie ja, nie moje zdrowie czy samopoczucie ani prawo, lecz moja relacja z Jezusem. Ewangelia jest wielką, absolutną nowością. Nie można jednak dzielić jej na kawałki i używać jako łaty, która przykryje stare, grzeszne przyzwyczajenia. Dawny styl życia nie wytrzyma konfrontacji z życiodajną siłą Ewangelii. Post pozwala odzyskiwać świadomość, że naprawdę tylko Bóg jest niezbędny do szczęśliwego życia. Tylko Jezus czyni życie naprawdę nowym. Post pokazuje wyjątkowość relacji z Jezusem Oblubieńcem. Pomaga odrywać się od wszystkiego, co przeszkadza lub zniekształca tę relację. Czyni bardziej dyspozycyjnym dla Jezusa. Dlatego warto podejmować stały wysiłek przemiany, współpracy z łaską Bożą, zwłaszcza przez sakrament pokuty i Eucharystię. Wtedy będzie radość serca, a nie ofiara dla samej ofiary.

Czytania: 1Kor 3,18-23; Ps 24; Łk 5,1-11

„Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów”!
Być może Piotr nie wierzył w powodzenie. Doskonale znał te wody i jeśli przez całą noc nie złowił niczego, to musiał być pewien, że w tych stronach nie ma w tej chwili ani jednej ryby. Kto wie, może nawet musiał pohamować irytację?
Jak wielkie musiało być jego osłupienie, gdy sieć napełniła się pięknymi rybami. Niemożliwe. A jednak: sieć jest pełna, omal nie zaczyna pękać, trzeba się spieszyć i prosić o pomoc. Szymon był pewien, że to nie był żaden zbieg okoliczności ani rybackie szczęście. Takie rzeczy się normalnie nie zdarzają. To musiał sprawić Jezus!
„Wypłyń na głębię”! Jezus każe zarzucić sieci. Dla niego nic nie jest stracone. Zawsze jest szansa, iż wszystko ku dobremu się obróci, zawsze jest nadzieja, która nigdy nie ustaje. Mimo grzechu, ludzkiego powątpiewania, kłamstwa, niewiary, pogrążenia w tym, co oddala nas od Boga, nasz Zbawiciel nigdy nie rezygnuje, nie poddaje się, nie spisuje nas na straty, mimo naszych nieustannych pomyłek, upadków. W Kościele Bóg jest poprzez swego Ducha obecny i działa w nas, zachęca i zaprasza do wspólnoty nadziei. Wypłyńmy na głębię, a spostrzeżemy, że nie jesteśmy sami.

Loading...