słowo do Słowa

Czytania: Ez 33,7-9; Ps 95; Rz 13,8-10; Mt 18,15-20

„Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy”
Upomnienie braterskie, chociaż ma miejsce rzadko, nie należy do rozmów przyjemnych. Kosztuje wiele. Można się narazić. Można stracić przyjaciela. Wiele słabości drugiego człowieka trzeba cierpliwie znosić. Tylko wtedy, gdy w grę wchodzą wielkie wartości, należy sięgać po upomnienie. Trzeba to uczynić tak, by upominany odkrył naszą autentyczną troskę o jego dobro. Jeśli nawet podczas samego upominania zareaguje zdenerwowaniem, to z perspektywy czasu odkryje, że nasze ostrzeżenie było uzasadnione i będzie za nie wdzięczny. Zanim zdecydujemy się na upomnienie w cztery oczy, trzeba sprawę głęboko przemyśleć, trzeba ją rozważyć przed Bogiem. Trzeba się zgodzić na wszystkie wynikające z tego konsekwencje. W niejednym wypadku znacznie łatwiej jest przebaczyć niż upomnieć.  Prawdziwa miłość umie upomnieć i umie upomnienie przyjąć

Czytania: 1Kor 4,6-15; Ps 145; Łk 6,1-5

Religia powinna opierać się na głębokim doświadczaniu Boga. Dla wyrażenia tej relacji człowiek potrzebuje świątyń, świąt i obrzędów świętowania. One są konieczne ze względu na specyfikę ludzkiej natury. Nic jednak z tych rzeczy nie może przybrać wartości absolutnej. Niestety, ludzie często mają tendencję stawiania siebie w centrum życia religijnego. Tak było w czasach Jezusa, tak jest i obecnie. Dziś też można być faryzeuszem, który gorszy się tym, co inni robią w niedzielę. A przecież ewangeliczne wydarzenie jest słowem skierowanym do mnie. Pytaniem o to, czy w centrum niedzielnych planów stoi Bóg Miłość. Czerpiąc z miłości Krzyża obecnej w ofierze Mszy św., mogę ją nieść do potrzebujących. Odkrywam wtedy, że Bóg nigdy nie jest przeciwko człowiekowi. Jeśli doświadczę troski Jezusa, Pana szabatu, wówczas rzeczy drugorzędne nie zasłonią mi potrzeb innych ludzi. Nic nie przesłoni żywego Boga.

Czytania: 1Kor 4,1-5 Ps 37; Łk 5,33-39

Ludzie pościli w czasach Starego Testamentu, będą pościć również uczniowie Jezusa. Zmienił się jedynie motyw postu. W jego centrum mam stać nie ja, nie moje zdrowie czy samopoczucie ani prawo, lecz moja relacja z Jezusem. Ewangelia jest wielką, absolutną nowością. Nie można jednak dzielić jej na kawałki i używać jako łaty, która przykryje stare, grzeszne przyzwyczajenia. Dawny styl życia nie wytrzyma konfrontacji z życiodajną siłą Ewangelii. Post pozwala odzyskiwać świadomość, że naprawdę tylko Bóg jest niezbędny do szczęśliwego życia. Tylko Jezus czyni życie naprawdę nowym. Post pokazuje wyjątkowość relacji z Jezusem Oblubieńcem. Pomaga odrywać się od wszystkiego, co przeszkadza lub zniekształca tę relację. Czyni bardziej dyspozycyjnym dla Jezusa. Dlatego warto podejmować stały wysiłek przemiany, współpracy z łaską Bożą, zwłaszcza przez sakrament pokuty i Eucharystię. Wtedy będzie radość serca, a nie ofiara dla samej ofiary.

Czytania: 1Kor 3,18-23; Ps 24; Łk 5,1-11

„Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów”!
Być może Piotr nie wierzył w powodzenie. Doskonale znał te wody i jeśli przez całą noc nie złowił niczego, to musiał być pewien, że w tych stronach nie ma w tej chwili ani jednej ryby. Kto wie, może nawet musiał pohamować irytację?
Jak wielkie musiało być jego osłupienie, gdy sieć napełniła się pięknymi rybami. Niemożliwe. A jednak: sieć jest pełna, omal nie zaczyna pękać, trzeba się spieszyć i prosić o pomoc. Szymon był pewien, że to nie był żaden zbieg okoliczności ani rybackie szczęście. Takie rzeczy się normalnie nie zdarzają. To musiał sprawić Jezus!
„Wypłyń na głębię”! Jezus każe zarzucić sieci. Dla niego nic nie jest stracone. Zawsze jest szansa, iż wszystko ku dobremu się obróci, zawsze jest nadzieja, która nigdy nie ustaje. Mimo grzechu, ludzkiego powątpiewania, kłamstwa, niewiary, pogrążenia w tym, co oddala nas od Boga, nasz Zbawiciel nigdy nie rezygnuje, nie poddaje się, nie spisuje nas na straty, mimo naszych nieustannych pomyłek, upadków. W Kościele Bóg jest poprzez swego Ducha obecny i działa w nas, zachęca i zaprasza do wspólnoty nadziei. Wypłyńmy na głębię, a spostrzeżemy, że nie jesteśmy sami.

Czytania: 1Kor 3,1-9; Ps 33; Łk 4,38-44

„Po opuszczeniu synagogi w Kafarnaum Jezus przyszedł do domu Szymona”.
Jezus chodził do synagogi, bo to było miejsce modlitwy. Nie stronił też od nawiedzania ludzi w domu, dlatego przyszedł do domu Piotra, do jego rodziny. Nie stronił więc od ludzi, pomagał im, uzdrawiał. Ale do modlitwy potrzebował ciszy. Skoro w dzień był dla ludzi noc wykorzystywał by być z Ojcem. Widzieli to uczniowie i szli za Nim. Może nie bardzo rozumieli Jego odejścia. Ale Jezus wiedział, że nie można się zatrzymywać tam, gdzie jest dom, gdzie im usługują, gdzie Go słuchają. Trzeba pozostawić przyjaciół, bo wielu czeka na Dobrą Nowinę.

Czytania: 1Kor 2,10b-16; Ps 145; Łk 4,31-37

„Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy”
Jezus niestrudzenie chodzi naszymi drogami. Wychodzi nam naprzeciw. Wie dobrze, jakie demony nas dręczą, jakie choroby trapią. On ma moc uzdrowić z każdej choroby i słabości. Tak, jak uzdrowił opętanego w Kafarnaum. A złe duchy się Go bały, bo wystarczyły dwa słowa Jezusa: „milcz i wyjdź”, by pokonać złego ducha. Jezusowe Słowo ma ogromną moc. Moc oczyszczania, uzdrawiania, przebaczania. Moc niezmierzonego Bożego Miłosierdzia.

Czytania: 1Kor 2,1-5; Ps 119; Łk 4,16-30

„ i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego”.
Byli dumni mieszkańcy Nazaretu, bo to ich rodak pięknie mówi, może przypisywali sobie zasługę dobrego przykładu.
Ale szybko przeszli od zachwytu do nienawiści, gdy wyrzucał im niewiarę.
Unieśli się gniewem.
Zarzucili Mu coś w rodzaju braku wdzięczności.
Oczekiwali przecież cudów, nie pouczeń, a usłyszeli że Jezus wie , że nie jest u nich mile widziany.
Przejrzał ich- więc Go brutalnie wyrzucili ,niech idzie do Kafarnaum, nad jezioro.
I Jezus odszedł, oddalił się tam, gdzie będą serca gotowe Go przyjąć.

Czytania: Jr 20,7-9; Ps 63; Rz 12,1-2; Mt 16,21-27

Tydzień temu Piotr wyznał, że Jezus jest Mesjaszem, a Pan powierzył mu misję bycia opoką Kościoła. Dzisiaj spotkał się z surową naganą: „Zejdź mi z oczu szatanie!”. Na pewno zadajemy sobie pytanie, o co w tym zamieszaniu właściwie chodzi? Słowa Piotra to reakcja na słowa Chrystusa opowiadającego Apostołom to, co niechybnie Go czeka. Być może odpowiedź Piotra nie była do końca przemyślaną, ale jego serce i umysł nie mogły powiedzieć nic innego, gdyż chodziło o życie Jezusa. Dla nas szczególne znaczenie ma w dzisiejszej Ewangelii wypowiedź Chrystusa. Jest ona nadzwyczaj ważna, ale i trudna, bo Jezus podejmował trudne zadanie.
Dla nas podjęcie trudnego zadania z reguły jest połączone z mniejszym lub większym ryzykiem. Jezus nie ryzykował, wiedział w stu procentach, co otrzyma w Jerozolimie, czuł dokładnie każde uderzenie, każdy upadek. Czuł pocałunek Judasza i straszne pragnienie na krzyżu. Czuł, jak bolą gwoździe. Znał też efekt swego poświęcenia – szczęście ludzi zbawionych przez Jego Ofiarę.
Teraz nadszedł czas na nas, na nasze krzyże i krzyżyki. Zaakceptujmy je, wtedy damy radę, jeśli zaś oddamy je Jezusowi, to ciężar krzyża da nam nowe spojrzenie na własne życie i życie innych ludzi.

Czytania: Jr 1,17-19; Ps 71; Mk 6,17-29

Kościół w dzisiejszej liturgii wspomina Męczeństwo Jana Chrzciciela. Wczytując się w to wydarzenie opisane przez Ewangelistę Marka, widać, jak poczucie lęku Heroda i Herodiady przyczyniło się do tej zbrodni. Jan Chrzciciel wyrzucał Herodowi, że postępuje niewłaściwie żyjąc z żoną swojego brata. To, budziło zapewne w królu strach i lęk (Mk 6,20). Gdzieś tam wewnętrznie czuł, że Jan ma rację. Herodiada zaś z powodu wyrzutów sumienia bała się Jana, dlatego najpierw kazała go uwięzić, a potem ściąć jego głowę podczas uroczystości urodzinowej króla. Herod z obawy i strachu przed utratą reputacji nie chciał złamać danej obietnicy, zgadza się na podstępną prośbę Herodiady „A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i biesiadników nie chciał jej odmówić.” Mk 6,26. Zgodził się na coś, co było wbrew niemu samemu, tylko z powodu ludzkiego strachu.

Czytania: 1Kor 1,17-25; Ps 33; Mt 25,1-13

Obraz czuwających panien kieruje myśli na Kościół, który czeka na swojego Oblubieńca – Chrystusa. Noc weselna była dosyć długa, ponieważ podczas niej druhny opuszczały pannę młodą, aby udać się do pana młodego i przyprowadzić go na wesele. Panny roztropne przewidziały, że należy wziąć więcej oliwy. Nieprzygotowane panny, które dosłownie zostały nazwane głupimi, próbowały ratować swoją sytuację. Odpowiedź mądrych panien może wydawać się nieuprzejma, ale tak naprawdę wyraża ona jeszcze bardziej ich roztropność. Gdyby oliwa się wyczerpała, największymi poszkodowanymi byłaby młoda para, dla której byłaby to niekomfortowa sytuacja.
Postawa panien zachęca również do nieustannego czuwania. Ostateczne spotkanie z Chrystusem wymaga od nas wcześniejszego przygotowania. Poprzez życie sakramentalne, czuwanie nad swoimi słabościami i ćwiczenie się w cnotach codziennie przybliżamy się do Niego.

Loading...