Czytania: Ez 18,25-28; Ps 25; Flp 2,1-11; Mt 21,28-32
W tej przypowieści Jezus ukazuje nam dwie drogi postępowania. Jedna z nich to odpowiedź na prośbę Boga: „tak zrobię”, druga: „nie, nie pójdę”. Obaj synowie co innego powiedzieli i co innego zrobili. Syn, który początkowo powiedział „nie”, zawrócił z obranej drogi i wypełnił wolę Bożą. U syna, który ochoczo powiedział „tak”, za słowami nie poszły czyny.
Powiedzieć Bogu możemy wiele, ale nasze czyny świadczą o tym, co mamy w sercu. Czy nasze słowa i czyny są zbieżne? Czy potrafimy zawrócić z drogi grzechu?
Dziś widzimy Boga miłosiernego, widzimy jak Bóg przyjmuje do siebie tych, których my byśmy odrzucili. On wybacza, a my często osądzamy, nie dostrzegamy czynów. Nie wszystko jest widoczne dla oczu. Bóg wie, co jest w sercu każdego z nas. Nikogo nie potępia ani nie skreśla. Wszyscy mamy dostęp do Ojca przez Jezusa Chrystusa, przez Jego wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie jesteśmy zbawieni.
Czytania: Koh 11,9-12; Ps 90; Łk 9,43b-45
„Syn człowieczy będzie wydany w ręce ludzi”
Bóg wydał swego Syna w ręce Maryi, gdy Ta swoim „fiat” przyjęła Boga.
Bóg wydał swego Syna w ręce Józefa, gdy Ten przyjął w pokorze zastępcze ojcostwo.
Bóg wydał swego Syna w ręce ludzi, gdy posłał Go głosić Ewangelię i czynami objawiać Boga.
Bóg wydał swego Syna w ręce ludzi, by Go zabili, ukrzyżowali dla zbawienia świata.
Jezus wydał sam siebie ludziom, gdy pozostał w małej okruszynie chleba.
Wydał się w ręce kapłanów, by Go rozdali ludziom. I jak uczniowie nie rozumieli zapowiedzi Jezusa, tak człowiek do końca nie rozumie tajemnicy Boga wydanego ludziom, nie rozumie ofiary Jezusa tej na krzyżu, i tej w Wieczerniku, i tej na ołtarzu. Co zakryte dla rozumu trzeba przyjąć wiarą i „wziąć sobie dobrze do serca”.
Czytania: Koh 3,1-11; Ps 144; Łk 9,18-22
Pytania Jezusa o to, za kogo uważają Go tłumy i za kogo uważają Go apostołowie, zmierzają ku temu, aby każdy z nich osobiście odkrył w Nim Zbawiciela. Nie może się to stać bez pomocy łaski Bożej, co widać na przykładzie odpowiedzi Piotra. Zaraz jednak po niej następuje pierwsza zapowiedź męki Jezusa. Jak pogodzić wyznanie Piotra, że Jezus jest Mesjaszem, z zapowiedzią Jego cierpienia? Apostołowie tego jeszcze nie rozumieli, stąd zakaz mówienia, że On jest Bogiem. Uczeń Jezusa nie może poprzestać na tym, co mówią o Nim inni. Wiara jest osobistym spotkaniem, doświadczeniem przemieniającej obecności Boga w życiu. Zawsze jednak musi być oparta na autorytecie apostołów i ich następców. To w wierze Kościoła odnajduje się osobista wiara. Zwłaszcza wtedy, gdy trudno ją pogodzić z niezrozumiałym cierpieniem. Droga Mesjasza jest także naszą drogą. Drogą, która prowadzi do zmartwychwstania.
Czytania: Koh 1,2-11; Ps 90; Łk 9,7-9
Niepokój Heroda wywołały wyrzuty sumienia po śmierci Jana Chrzciciela. Ta śmierć miała uwolnić go od Jana, od Jego upomnień. A tu znowu nadchodzi Ktoś „mocny”, mocniejszy od Jana. I Herod chce zobaczyć Jezusa, chce zaspokoić swoją ciekawość, nasycić swoją próżność.
Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam jednak, że to nie wystarczy. Można Jezusa znać, studiować Jego słowa, w jakiś nawet sposób brać je sobie do serca. Dopóki jednak, nie obierzemy Go za Pana naszego życia, póki nie podejmiemy wysiłku wcielania Jego nauki w życie – nie będziemy ludźmi wierzącymi naprawdę. Nie uczucia i wzruszenia więc są znakiem naszej chrześcijańskiej dojrzałości, a wciąż na nowo podejmowane próby dopasowania naszych życiowych postaw do Bożej woli.
Czytania: Prz 30,5-9; Ps 119; Łk 9,1-6
Był dla Apostołów czas słuchania i patrzenia, nadszedł czas głoszenia Ewangelii. I dziwnie ich Jezus wyposaża na drogę. Bez laski, torby i chleba, za to z mocą i władzą czynienia dobra i walki ze złem. To człowiek udając się w drogę zabiera ze sobą bagaż. Jezus sam szedł bez zapasów i tak mają iść Jego uczniowie; iść z wiarą, że On zaspokoi ich potrzeby. Bo nawet na zwykłej ludzkiej drodze stawia Bóg ludzi dobrych, którzy pomogą bezinteresownie. A może to po to, byś i ty mógł dostrzec potrzeby innych. Nie byłoby dobrze, gdyby ktokolwiek musiał „strzepnąć kurz” z obuwia po spotkaniu z tobą, gdyby odszedł zawiedziony, odrzucony. Bo Jezus musiałby usypać cały kopiec przed tobą, gdyby liczył każdy zawód, jaki Go spotkał z twej strony. Jezus nie potrzebuje apostołów z pieniędzmi, chlebem i szatą, ale potrzebuje człowieka z sercem.
Czytania: Prz 21,1-6.10-13; Ps 119; Łk 8,19-21
„Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je”.
Matka zaniepokojona, zatroskana chce zobaczyć Syna, chce sprawdzić czy prawdą jest co o Nim mówią. Podąża Jego śladami i staje u drzwi. Nie wchodzi, jest dyskretna. A Jezus odpowiada, że ważniejsi są słuchacze jego słów. Bo słuchać to pełnić wolę Ojca, a to ważniejsze niż więzy krwi, niż pokrewieństwo, przyjaźń. I Matka to rozumie, nie nalega lecz odchodzi cicho jak przyszła, z ufnością, że taka jest wola Boża.
Czytania: Ef 4,1-7.11-13; Ps 19; Mt 9,9-13
Wszystko działo się w Kafarnaum, w którym znajdował się punkt celny. Pobierano w nim opłaty na rzecz Rzymian za prowadzony handel rybami. Parający się tą czynnością celnicy uchodzili wśród Żydów za permanentnych grzeszników, oszukujących z racji zawyżenia ceł dla własnych korzyści, kolaborujących z okupantem oraz trwających w ciągłej nieczystości rytualnej. W takie środowisko wchodzi Pan Jezus, powołuje jednego z nich, Mateusza oraz uczestniczy w uczcie: „gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami”. Reakcja faryzeuszów mogła być tylko jedna, czyli negatywna: „Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” Faryzeusze, w ciasnocie swoich umysłów okazują się sztywni, zamknięci. Jezus w dalszych słowach wyjaśnia swoją postawę: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”. Jeśli Jezus mówi o otwarciu na ludzi chorych, to myśli o ich uzdrowieniu. A ponieważ akurat w tej scenie nie pojawiają się chorzy czy niepełnosprawni fizycznie, to chodzi tu ludzi dotkniętych chorobami duchowymi, czyli nade wszystko grzechami. Lekarstwem dla człowieka grzesznego jest szczere otwarcie się na Boże miłosierdzie. To otwarcie się człowieka na miłosierdzie wyraża się w żalu, nawróceniu i zadośćuczynieniu.
Czytania: Iz 55,6-9; Ps 145; Flp 1,20c-24.27a; Mt 20,1-16a
Kiedy czytamy dzisiejszy fragment Ewangelii, bardziej niż kiedykolwiek uświadamiamy sobie bezmiar Bożego miłosierdzia, które dominuje nad Bożą sprawiedliwością. Ta ostatnia bowiem nakazywałaby wynagrodzić bardziej obficie tych, którzy dłużej pracowali w pocie czoła. Tymczasem okazuje się, że drogi Pańskie nie są drogami ludzkimi. Syn Boży odkupił cały świat i każdego człowieka. Również tego, który stosunkowo krótko „pracuje” dla Królestwa Bożego. Czyni to jednak bardzo intensywnie i z całkowitym przekonaniem o słuszności dokonanego wyboru. Pewnie i on nie spodziewa się takiej samej nagrody, jak ten, który służy wiernie Panu. Kiedy jednak Pan Bóg obdarowuje zbawieniem, staje się ono pełnią odkupienia i uświęcenia. Nie można być zbawionym tylko w jakiejś części, czy w jakimś procencie. Nie wolno więc nam mieć pretensji do Pana Boga, że jest bardziej miłosierny niż sprawiedliwy.
Czytania: 1Kor 15,35-37.42-49; Ps 56; Łk 8,4-15
Jesteśmy glebą, na która pada ziarno słowa Bożego. I tak jak w przyrodzie kilka czynników decyduje o tym, czy ziarno to wykiełkuje i wyda plon, tak też jest i z nami. Można przyjąć słowo Boże owacyjnie, ale szybko też o nim zapomnieć. Można podejść z entuzjazmem do uprawy tego, co Pan zasiał, ale z czasem popaść w zniechęcenie i wycofać się z pielęgnacji tego, co wyrosło. Relacja człowieka z Bogiem opiera się na miłości. I tak jak w miłości pomiędzy ludźmi uczucie trzeba pielęgnować i rozwijać, tak też jest w miłości nadprzyrodzonej. Jezus wiele razy zachęcał swoich uczniów do wytrwałości w miłości. Nie dajmy się zwieść pokusie „jakoś to będzie” i pracujmy każdego dnia, budując miłość Bożą w nas.
Czytania: Mdr 4,7-15; Ps 148; Łk 2,41-52
„Czemuś nam to uczynił”?
Jezus, jak większość dorastających dzieci ma swoje plany.
Dwunastolatek zostaje w świątyni z nauczycielami.
Ukazuje Rodzicom drogę swojego powołania przez Ojca, by być w tym, co należy do Boga.
Do właściwego podjęcia misji musi czekać jeszcze wiele lat.
Ma troskliwych Rodziców, których potrzebuje, choć wydaje się, że drogi Jezusa i Rodziców zaczynają się rozchodzić
Jednak „poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany”
Oni Go dobrze wychowają, najlepiej jak potrafią.
Przygotują do wypełnienia dzieła zbawienia ludzkości