Czytania: 1J 3,22-4,6; Ps 2; Mt 4,12-17.23-25
Zaskakujące jest zachowanie Jezusa. Dowiedział się o uwięzieniu Jana Chrzciciela i nic nie robi, aby go uwolnić. Nie prosi Heroda o ułaskawienie, nie korzysta z możliwości uwolnienia Jana w sposób cudowny. Odchodzi, zostawiając proroka w więzieniu. Życie ludzkie łączy się z traceniem kogoś i czegoś.; łączy się z samotnością i osamotnieniem. Jan mówił, przekonywał do nawrócenia, a teraz przyszedł czas, by dać najtrudniejsze świadectwo: oddać własne życie.
Jezus również wzywa: „Nawracajcie się”. Nawrócenie wymaga wyruszenia w drogę. Z czegoś należy wyjść, by wejść w inną rzeczywistość, styl życia, jakość myślenia . Od czegoś trzeba odejść, porzucić, zostawić, aby „wierzyć w Ewangelię” i dostrzec zbliżające się Królestwo Niebieskie
Czytania: Iz 60,1-6; Ps 72; Ef 3,2-3a.5-6; Mt 2,1-12
Mędrcy, Magowie lub jeszcze inaczej Królowie wyruszyli w długą drogę, aby oddać pokłon nieznanemu Królowi, większemu niż inni królowie ziemi. Być może znali Pisma prorockie. Posiadali wiedzę astronomiczną, matematyczną. Wyniki przeprowadzonych obserwacji i badań uznali za godne zaufania i kierując się szczególną Gwiazdą wyruszyli w drogę. Drogę długą, niebezpieczną, nie zawsze jasno rozświetloną. Stąd ich pytania kierowane do Heroda. Dotarli do ubogiego domu, gdzie z groty przeniosła się Święta Rodzina. Znaleźli Dziecię i Jego Matkę, oddali pokorny pokłon Królowi królów, zostawili dary mirrę, kadzidło i złoto. Powrócili jako wierzący, wierzący rozumem i sercem.
I na naszej drodze wiary, napotykamy trudności, nie zawsze wierzymy prostym sercem- to przywilej maluczkich. Gdy doroślejemy poznajemy coraz więcej i więcej, gubimy gdzieś w „ciemnościach dnia codziennego” naszą dziecięcą ufną we wszystko wiarę.
Nie mniej jednak te nasze ciemności rozświetla „Światłość świata”. Nie zawsze chcemy za Nią wyruszyć, na poszukiwanie.
Czytania: 1J 3,11-21; Ps 100; J 1,43-51
„Czyż może być co dobrego z Nazaretu”?
Bardzo ryzykowne jest opieranie się na opiniach innych. Tej pokusie nie oparł się Natanael. Podobnie jak jemu współcześni uważał, że Nazaret jest miastem ludzi „bardzo nieciekawych”. Filip nie wywiera nacisku, nie usiłuje go przekonać, by zmienił swój pogląd na osobę Jezusa. Proponuje najlepsze z możliwych rozwiązań: „Chodź i zobacz”. Nic nie zastąpi osobistego kontaktu z Jezusem i doświadczenia Jego bliskości.
Natanael jest zaskoczony, że Jezus go zna, że wie, jaki jest. W tym człowieku nie było podstępu. Jezus patrząc na jego serce, poznał go. Jezus nie potrzebuje informacji od pośredników, o drugiej osobie. Nie można zbliżyć się do Jezusa, jeśli On nie pozna i nie da nam odczuć tego, co zawiera nasze serce. Spotkanie się z prawdą o samym sobie, prowadzi w konsekwencji do spotkania Boga. Rozmawiając z Panem, widzimy w innym świetle własne życie.
Czytania: Syr 24,1-2.8-12; Ps 147; Ef 1,3-6.15-18; J 1,1-18
„Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli”.
Bóg przychodzi do swojej własności, a swoi ciągle Go nie przyjmują. Scena z Betlejem powtarza się w każdej epoce, każdego dnia i w życiu każdego człowieka. Słowo Boże, które ma moc i zostało potwierdzone znakami, ciągle jest wzgardzone i odrzucane. Podobnie dzieje się z Jezusem, Światłością świata. Nie poznaliśmy Go dostatecznie, ani nie pokochaliśmy. Bardziej umiłowaliśmy ciemność i słowo świata. Treść dzisiejszej ewangelii warto jednak odnieść nie tylko do jakiegoś ogółu ludzi, ale przede wszystkim do samych siebie osobiście. Trzeba najpierw przyznać, że to my nie poznaliśmy i nie przyjęliśmy Jezusa. Działo się tak wtedy, gdy Go nie słuchaliśmy i nie szukaliśmy Jego woli. Zapominamy, że w Jezusie zamieszkała cała pełnia łaski, miłości i miłosierdzia. On chce nam ich udzielać. Chrystus pragnie być naszą jedyną prawdą. Czy pozwolimy, by opromieniła ona nasze życie? Na początku było Słowo… tak, od tego Słowa wszystko się zaczęło i trwa do dziś. Ono mieszka wśród nas. Nie musimy Go szukać, jest blisko, na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko się w Nie wsłuchać i przyjąć do serca, a wtedy stanie się ciałem, wypełni się w nas i uświęci nasze dusze. Jesteśmy dziećmi Bożymi, dlaczego więc mamy słuchać słów tego świata?
Czytania: 1J 2,29-3,6; Ps 98; J 1,29-34
„Nazajutrz Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu”
Nie na wszystko patrzymy oczyma wiary. Tylu było Żydów nad Jordanem, a Jan tylko w Jezusie rozpoznał Mesjasza. Zapewne wiele ptaków krążyło nad wodą, lecz Jan dostrzegł gołębicę nad Jezusem. W niej rozpoznał Osobę Boga – Ducha Świętego. Zobaczył, jak Duch Święty zstępował z nieba.
Prośmy o światłe oczy ku widzeniu i uszy ku słuchaniu. Bo patrzymy, a nie widzimy, słuchamy, a nic nie słyszymy. Od czego to zależy? Między innymi od tego, czy patrzymy na nasze i innych życie, z wiarą. Jezus przyszedł i nieustannie przychodzi, lecz nie „po naszemu”. Jezus pojawia się w inny sposób niż my na Niego czekamy. Zobaczenie Jezusa jest zależne od zerwania z lękiem. Przestać się bać! On jest, choć tego nie rozumiemy.
Czytania: 1J 2,22-28; Ps 98; J 1,19-28
Pokora Jana Chrzciciela jest uderzająca. Głos wołającego na pustyni kojarzy się z czymś porażającym, niewidocznym i ulotnym. Jan wie, że jego misja jest chwilowa. Ma świadomość, do czego został posłany i gorliwie wypełnia swoje zadanie. Nie chce przysłaniać sobą Jezusa. Nie uznaje siebie za kogoś wielkiego. Nie mówi niczego od siebie. Głosi to, co napisał prorok Izajasz. Wypowiedziane przez niego „nie jestem…” kontrastuje z Jezusowym „Ja Jestem”. On zna swoje miejsce. Nie ma w nim cienia pychy i dumy. Jest jak ewangeliczny, nieużyteczny sługa. Jan także i do nas mówi: Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie… To prawda, nie znamy Chrystusa. Poznanie zakłada nie tylko wiedzę o kimś, ale też pokochanie tej osoby. Dlaczego Jezus jest dla nas ciągle kimś obcym i nieznanym? Dlaczego Go nie zauważamy? On jest nie tylko obok nas, ale też w nas, w naszym sercu. Czy mamy w sobie tyle pokory i uniżenia, co Jan? Potrzebujemy takiej postawy w wierze i w służbie Bogu. Jan jest przeźroczysty, swoimi słowami i zachowaniem zawsze pokazuje na Jezusa. Nie jest skoncentrowany na sobie. Nie chce błyszczeć, ani być na przysłowiowym świeczniku. Zna swoje miejsce. Czy w naszym świadectwie jesteśmy do niego podobni? Oby tak było zawsze!
Czytania: Lb 6,22-27; Ps 67; Ga 4,4-7; Łk 2,16-21
Na początku nowego roku, który znaczy kolejny etap naszego życia, stoi Maryja – Boża Rodzicielka. To wezwanie, aby na każdy jego dzień brać jako przykład Tę, która poprzez swoje postępowanie stała się godną być Matką Jednorodzonego Syna Bożego. Będąc matką w porządku natury, coraz bardziej stawała się pierwszą uczennicą Swojego Syna – Odwiecznej Miłości i Wcielonego Słowa – poprzez wsłuchiwanie się w to co głosił i naśladowanie Jego życia. Także dzisiejsza Ewangelia podkreśla tę prawdę poprzez stwierdzenie: “Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu”.
Człowiek odnajduje sens swojego życia jedynie w Bogu. Człowiek odnajduje Boga poprzez słuchanie i rozważanie Jego słów. Dzisiejszy, pierwszy dzień nowego roku stawia zatem przed nami wezwanie, abyśmy jako ludzie wierzący nauczyli się słuchać Boga poprzez modlitwę, regularne uczestnictwo we Mszy św. niedzielnej, poprzez czytanie księgi Biblii i odnoszenie jej do swojego życia.
Czytania: 1J 2,18-21; Ps 96; J 1,1-18
„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo”.
Dobrze, gdy Słowo Boże kończy i rozpoczyna rok. Ostatni dzień roku kalendarzowego uzmysławia nam przemijanie czasu, które jest nieubłagane. Za kilka godzin przybędzie nam kolejny rok życia. Rodzi się naturalne pytanie: Co przyniesie ten rok? Dziś tego jeszcze nie wiemy. Możemy jedynie podziękować Panu za to, co pozostaje za nami i co przeżyliśmy w tym roku. Za łaski, jakie otrzymaliśmy, ale także za porażki, z którymi w jakiś sposób musieliśmy się pogodzić. Warto pamiętać, że każde doświadczenie właściwie przeżyte jest darem i pozwala nam poznać lepiej samych siebie, a także naszą relację do Boga i do innych ludzi.
Czytania: 1J 2,12-17; Ps 96; Łk 2,36-40
Prorokini Anna dokonała pięknego wyboru i była mu wierna do końca życia. Jako wdowa była skazana na samotność i biedę. Mimo niezbyt łatwego położenia, nie załamała się. Oparcie znalazła w Bogu. Zawierzyła Mu całe swoje życie. Pomimo materialnego ubóstwa była bogata duchowo. Odnalazła swoją misję. Nie skupiła się na swoich brakach, ale na możliwościach. Robiła to, na co było ją stać. Modlitwa i post mają przed Bogiem wielką wartość. Stać na nie tych, którzy naprawdę wierzą i są poddani Panu. Gotowość do wyrzeczeń jest oznaką dojrzałości w wierze. Anna nie rozstawała się także z domem Bożym. Nie siedziała w domu, nie zamknęła się w czterech ścianach i w sobie; wyszła poza swój ból i stratę i otworzyła się na Boga. Znalazła w Nim nie tylko ukojenie, ale też radość i spełnienie. Ewangelista nazwał ją mianem prorokini. Każdy prorok był człowiekiem i sługą Boga, miał w sobie Ducha Pańskiego. Każdy otrzymywał konkretną misję. Anna pozwoliła poprowadzić się Najwyższemu a Ten, zawiódł ją bardzo wysoko. Na stracie, którą poniosła, zbudował wielkie dobro. Obyśmy, podobnie jak Anna, nie utracili nadziei i zawsze, we wszystkim, ufali Bogu.
Czytania: 1J 2,3-11; Ps 96; Łk 2,22-35
Maryja i Józef trzymają na rękach swoje szczęście – Jezusa. Mały, bezbronny, ufający.
Taki jest przed człowiekiem: mały, bezbronny, ufający.
Maryja poznaje, co czeka Jezusa, ale i co Ją spotka.
Poznając drogę i życie naszego Pana, odkrywamy też swoją. Nawet wtedy, gdy czeka nas „miecz boleści” w sercu. Wtedy też jesteśmy z Panem.
„On przeznaczony na upadek /…/ Jemu sprzeciwiać się będą”. W takim klimacie, w takim przeżywaniu naszej wiary odnajdujemy swoje miejsce. Każdego dnia po cichu, bez rozgłosu czeka nas oddawanie, tracenie, świadome pozbawianie się czegoś co nasze, bliskie, kochane. Uczmy się od Maryi wszystko rozważać i zachowywać w swoim sercu. W świątyni, na modlitwie, oddając Bogu swoje życie możemy odkryć, że życie może być dla nas trudne ale z nami będzie Jezus i Jego Matka
