Czytania: So 2,3;3,12-13; Ps 146; 1Kor 1,26-31; Mt 5,1-12a
Jezus rozpoczyna swoją pierwszą wielką mowę w Ewangelii św. Mateusza, zwaną kazaniem na górze. Tak jak kiedyś Mojżesz na Synaju ogłaszał Dekalog, tak teraz Jezus na Górze Błogosławieństw proklamuje uroczyście nowe prawo Ewangelii. Odwraca ono ludzką logikę sukcesu. Jezus nie mówi: błogosławieni silni, bogaci, wpływowi. Mówi dokładnie odwrotnie: błogosławieni – czyli dosłownie „szczęśliwi” ci, których świat często uznaje za słabych i przegranych.
Jezusowe błogosławieństwa można podzielić na dwie grupy. Pierwsze cztery: ubodzy, płaczący, cisi i łaknący sprawiedliwości odnoszą się do postawy wewnętrznej. Kolejne cztery: miłosierni, czystego serca, czyniący pokój i prześladowani bardziej podkreślają relację do innych ludzi i do świata. Błogosławieństwa nie są wezwaniem do szukania cierpienia. Jezus nie mówi: starajcie się być biedni czy prześladowani. Zapewnia jednak: gdy znajdujesz się w takiej sytuacji, nie jesteś poza zasięgiem Bożego działania. W Bożych oczach najbardziej błogosławiona może być właśnie ta nasza słaba, poraniona, pogardzana przez świat ludzka kondycja.
Czytania: 2Sm 12,1-7a10-17; Ps 51; Mk 4,35-41
„Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?”
Lęk przeszkadza poznać Jezusa i doświadczyć Jego mocy. Jest tak dlatego, że lęk całkowicie pochłania naszą uwagę. Jesteśmy skoncentrowani na tym, co jest jego przyczyną. Próbujemy to pokonać lub oddalić, względnie ujść cało z niepomyślnej sytuacji. Wówczas jesteśmy jak uczniowie z Ewangelii, którzy nocną porą zawzięcie zmagali się z gwałtownym wiatrem i falami zalewającymi łódź. Jezus jednak spokojnie spał w tyle łodzi. Jego sen na podgłówku jest obrazem nie tylko zachowania spokoju podczas nawałnicy, lecz przede wszystkim ufności wobec Boga. Jezus pokazuje, że powierzenie się Ojcu jest najlepszym ocaleniem.
Czytania: 2Sm 11,1-4a.5-10a.13-17.27c; Ps 51; Mk 4,26-34
Dziś czytamy o ziarnie wrzuconym w ziemię , które samo kiełkuje i rośnie, choć człowiek nie wie jak. Pewnego dnia pojawi się źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Wtedy można zacząć żniwa. I dostrzegamy, że często tak właśnie jest. Ktoś oddalony od wiary odnajduje na swojej drodze Boga. Inny, choć zgrywał twardziela ,siedzi w kościele zasłuchany w nauki rekolekcjonisty. Nawrócenia w chorobie, czasem na łożu śmierci. Nie spodziewamy się, że to ziarno zasiane w nich przed laty ciągle rośnie, by wydać plon w chwili Bogu tylko wiadomej. Przyszłość Bożego królestwa jest w ręku Boga, który wbrew takim czy innym „nowoczesnym” prądom ciągle robi swoje.
Czytania: 2Sm 7,18-19.24-29; Ps 132; Mk 4,21-25
Słowa dzisiejszej Ewangelii znów nawołują nas do radykalizmu. Ma on dotyczyć stawania w prawdzie i hojności w czynieniu dobra. Aby ten radykalizm był możliwy, musimy „uważać na to, czego słuchamy”. Tak! Wiele zależy od tego, czego słuchamy, to znaczy kto jest naszym mistrzem i źródłem prawdy.
Dziś padają też owe „niesprawiedliwe” słowa: „kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, pozbawią go i tego, co ma”. Dlaczego Jezus tak mówi? Ponieważ On przyszedł obdarowywać nas prawdą i miłością, czyli tym, czego najbardziej potrzebujemy, aby dojść do Nieba. Kto tego nie weźmie, nie będzie miał właściwie nic, bo to, co będzie miał nie ma żadnej wartości. Znamy powiedzenie: „pieniądz rodzi pieniądz”. Również w życiu duchowym bogactwo duchowe rodzi bogactwo.
Czytania: 2Sm 7,4-17; Ps 89; Mk 4,1-20
Bóg jest nieskończenie hojny. Nie szuka najlepszej ziemi, która da Mu sto procent oczekiwanego plonu. Bóg jako dobry siewca słowa ryzykuje i sieje wszędzie dobrą nowinę o zbawieniu. Tak aby na Jego polu nie pozostał żaden kawałek ziemi, nawet ten najbardziej jałowy, nieobjęty szansą przyjęcia Bożego ziarna. Każdy z nas ma w sobie te cztery rodzaje gleby. Jest w nas i droga, i kamienie, i chwasty, ale też ziemia dobra. Jezus nie pielęgnuje w nas tylko dobrej ziemi. Sieje wszędzie, szczodrze, nie żałuje ziarna, tak aby każda z przestrzeni naszego życia miała szansę zaowocować. On daje nam szansę zawsze. Tylko czy my chcemy ją dobrze wykorzystać?
Czytania: 2Sm 6,12b-15.17-19; Ps 24; Mk 3,31-35
„Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”.
Matka zaniepokojona, zatroskana chce zobaczyć Syna, chce sprawdzić czy prawdą jest co o Nim mówią. Podąża Jego śladami i staje u drzwi. Nie wchodzi jest dyskretna. A Jezus odpowiada, że ważniejsi są słuchacze jego słów. Bo słuchać to pełnić wolę Ojca, a to ważniejsze niż więzy krwi, niż pokrewieństwo, przyjaźń. I Matka to rozumie, nie nalega lecz odchodzi cicho jak przyszła, z ufnością, że taka jest wola Boża.
Czytania: 2Tm 1,1-8; Ps 96; Łk 10,1-9
„Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą”
Jedynie Łukasz mówi o wysłaniu tak wielkiej liczby uczniów. Jezus nie wysyła w drogę samotników, ale po dwóch, aby głosili Dobrą Nowinę. Ewangelia jest prawdą o bliskości Boga, który jest miłością. Nie może zatem być ona opowiadana i przeżywana w samotności. Przybycie uczniów napełnia zbawczą obecnością, niosącą ze sobą uzdrowienie i pokój. Obecność Boga w głoszonym Słowie sprawia, że nie są już straszne otaczające wilki ani codzienne niedostatki. My także powinniśmy się stać uczniami – świadkami Jezusa i Jego Ewangelii, bo przecież jest oczywiste, że należy świadczyć o tym, kogo się naprawdę kocha.
Czytania: Iz 8,23b-9,3; Ps 27; 1Kor 1,10-13.17; Mt 4,12-23
Warto w dzisiejszej Ewangelii zwrócić uwagę na miejsce, do którego kieruje się Jezus. Po usłyszeniu, że Jan Chrzciciel został uwięziony, usuwa się na północ kraju, do tzw. Galilei pogan. To właśnie w tej części Izraela Jezus rozpoczyna swoją publiczną działalność. W tym regionie powołuje także apostołów, w tym przyszłą głowę Kościoła. W bezładzie i bagnie grzechu stoi skała – Piotr. Co to dla nas znaczy?
Jezus nie boi się wejść w brud. Wkracza w bagno Galilei. Podobnie chce wejść w nasze brudy. W każdym z nas znajduje się jakaś skała – nasza dobra strona, którą możemy przemienić w fundament naszego nawrócenia. Jeżeli tylko pozwolimy się poprowadzić Jezusowi. Kondycja współczesnego świata i sytuacji w Galilei jest bardzo podobna. Wymieszanie kultur, globalizacja – to czynniki, które same w sobie nie są złe, ale nieodpowiedzialne zachowanie może doprowadzić do identycznego załamania obyczajów, jakie miało miejsce w czasach Chrystusa.
Podobieństwo tych czasów nie powinno w nas budzić jedynie niepokoju. Jak w Galilei, tak i tutaj widać światłość wielką – jest nią Chrystus, który idzie z Dobrą Nowiną i nie boi się pobrudzić naszą nędzą.
Czytania: 2Sm 1,1-4.11-12.19.23-27; Ps 80; Mk 3,20-21
„Mówiono, odszedł od zmysłów”
Skąd taka negatywna opinia o Jezusie? Czym się naraził? Wydaje się, że Jego nauczanie, liczne uzdrowienia, uwalnianie ludzi spod władzy złych duchów nie wszystkim się podobały. Dlatego entuzjazmowi i zachwytowi tłumów towarzyszy plotka o Jezusowym szaleństwie. Nic dziwnego, że jego krewni chcieliby uchronić Go przed takimi oskarżeniami i próbują jakoś na Jezusa wpłynąć. Jak się okazuje – nieskutecznie. Przecież to, co proponuje, nie przystaje do tzw. normalnego świata? Przebaczać nie tylko 7, ale 77 razy – to oznaka słabości! Nadstawiać policzek – wyrok na samego siebie! Miłość nieprzyjaciół – to nienormalne! Królowanie poprzez służbę – to obłęd! Stracić swe życie, aby je zachować – to paranoja! Dźwigać krzyż – to uwłaczające ludzkiej godności! Życie ze śmierci – to szaleństwo! Bóg zamknięty w chlebie i winie – to niedorzeczność!
A jednak na tej właśnie drodze, przez głupstwo i szaleństwo krzyża, dokonało się zbawienie.
Czytania: 1Sm 24,3-21; Ps 57; Mk 3,13-19
„Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego”
Jezus mówił do tłumów, czynił dobro wszystkim, ale wybrał tych, dla których będzie miał szczególne zadania, trudne zadania głoszenia Ewangelii. Wybór dwunastu apostołów opisany jest przez wszystkich Ewangelistów, co wskazuje na wielką wagę tego faktu w działalności Chrystusa. Nie ulega wątpliwości, że był to wolny wybór dokonany przez Chrystusa: „przywołał do siebie tych, których sam chciał”. Ewangelista akcentuje: „I ustanowił Dwunastu”. Przy tym wyliczaniu imion zawsze na ostatnim miejscu pojawia się Judasz: „i Judasza Iskariotę, który Go zdradził”.
Chrystus bardzo poważnie potraktował powołanie apostołów. Dał im bardzo wiele, ale też i żądał od nich wiele. Kiedy nas Chrystus woła, byśmy byli Jego apostołami, bądźmy posłuszni Jego wezwaniu. Czy to w rodzinie, w zakładzie pracy, w życiu publicznym, na uczelni, w szkole, w szpitalu. On nas w tym umocni i pokrzepi nadzieją, że choć droga do Jezusa jest pod górę to zawsze za Nim, Jego śladami.
