Czytania: 1Sm 3,1-10.19-20; Ps 40; Mk 1,29-39
Jest dziś wielu leżących, jak teściowa Szymona. Sami bardzo często leżymy i to powaleni nie gorączką, nie chorobami ciała, ale powaleni chorobami duszy. O tych chorobach duszy w tej Ewangelii również jest mowa. Do Jezusa bowiem przychodzą ludzie chorzy, ale i opętani, zniewoleni.
Pan Jezus chce każdego z nas podnieść z tej sytuacji, w jakiej jesteśmy, z naszej choroby, z naszej nędzy. Nie tyko z choroby ciała, na czym najczęściej nam zależy, ale chce nas przede wszystkim podnieść z choroby duszy. Jezus chce nas wydźwignąć spod panowania szatana, z tego przygniecenia, które sprawia, że trudno jest nam podnieść głowę i wzrok ku niebu, że trudno jest nam myśleć o Bogu. Jezusowi bardzo zależy na tym, żeby każdy, kto jest udręczony, przychodził do Niego, żeby każdy mógł o Nim usłyszeć.
Pan Jezus, chodząc po ziemi, nie zatrzymywał się tylko w jednym miejscu, ale szedł ciągle dalej i dalej, żeby każdy mógł doświadczyć Jego mocy, która wyzwala, podnosi, daje nadzieję i życie.
Czytania: 1Sm 1,9-20; Ps:1Sm 2,1-7; Mk 1,21-28
Dzisiejszy fragment Ewangelii prowadzi nas do Kafarnaum, gdzie Pan Jezus naucza w tamtejszej synagodze w dzień szabatu. Jego nauka była inna niż tych nauczycieli, których mieszkańcy Kafarnaum do tej pory słuchali, i dlatego, gdy oni byli zdumieni tą nauką i zastanawiali się nad jej pochodzeniem, złe duchy rozpoznały w Jezusie Syna Bożego. Duch nieczysty, obecny w jednym z przebywających w synagodze, krzyczał, skupiając dodatkowo uwagę zgromadzonych. Jezus więc rozkazał mu: „Milcz i wyjdź z niego!” . Wyrzucenie złego ducha wzbudziło jeszcze większe zdumienie wśród obecnych w synagodze i szybko rozeszła się po okolicy wieść o tym, że duchy nieczyste są posłuszne Jezusowi.
Demony były tymi, które jako pierwsze rozpoznały prawdziwą tożsamość Jezusa, gdyż był ich największym zagrożeniem. Jezus natomiast nie chciał, aby u początku Jego publicznej działalności ludzie dowiedzieli się, kim On jest, i to od duchów nieczystych. Każdy człowiek miał dojść do tej prawdy samodzielnie i w odpowiednim czasie, dlatego Jezus nakazywał milczenie demonom, dokonując jednocześnie egzorcyzmu i pokazując swoją władzę nad nimi. My również musimy dojść do prawdziwego poznania Jezusa własną drogą, na której On nas nieustannie umacnia i podtrzymuje.
Czytania: 1Sm 1,1-8; Ps 116B; Mk 1,14-20
„Pójdźcie za Mną”
Jezus nie zagarnia uczniów automatycznie, zaprasza tych, których chce, tych, którzy są gotowi do radykalizmu, do natychmiastowego pójścia za Nim. Tak na słowa Jezusa zareagowali uczniowie: Szymon i Andrzej, a potem Jakub i Jan. Szymon i Andrzej zostawili sieci w chwili powołania, a Jakub i Jan sieci, ojca i najemników w łodzi, a więc znacznie więcej. Jedni i drudzy chcieli stać się rybakami ludzi, mimo że wiedzieli, jak trudna jest sztuka łowienia ryb.
Pójście za Jezusem wymaga natychmiastowego wyruszenia w drogę. Z czegoś należy wyjść, by wejść w inną rzeczywistość, styl życia, jakość myślenia . Od czegoś trzeba odejść, porzucić, zostawić, aby „wierzyć w Ewangelię” i dostrzec zbliżające się Królestwo Niebieskie
Czytania: Iz 42,1-4.6-7; Ps 29; Dz 10,34-38; Mt 3,13-17
W Jordanie zanurzali się grzesznicy pragnący odnowy życia. Szukali oczyszczenia. Do tej rzeki wylewali swoje łzy, obmywali w niej ciała naznaczone grzechem. Jordan to rzeka ludzkich grzechów. Stopy Jezusa dotknęły dna tej rzeki. Bóg zstępuje na samo dno ludzkiej biedy. Bierze na siebie nasz los, nasze grzechy, łzy, zwątpienia. Zanurza się w tej ludzkiej rzece po to, by nad nami, grzesznikami, otwierać niebo. Ukryty wśród słabych, biednych, zrozpaczonych. Solidarny z tłumem ubogich, jeden z nich. Jan powtarzał, że nie jest godny rozwiązywać rzemyka u sandałów Mesjasza, a oto Mesjasz zanurza się przed nim, do jego stóp. Bóg lubi zaskakiwać. Otwiera niebo, objawia Trójcę Świętą
Czy wierzymy, że to dla nas Bóg otworzył niebo i wskazał na „Syna Umiłowanego”?
Czy wierzymy, że to dla nas chrzest Tego, który przyszedł bez grzechu, byśmy zrozumieli wielkość pokory?
Czytania: 1J 4,19-5,4; Ps 72; Łk 4,14-22a
Mieszkańcy miasteczek i wiosek oraz przełożeni synagog zapraszali Jezusa do przemawiania podczas nabożeństwa. Wszyscy byli zaskoczeni znajomością i zrozumieniem Pisma przez Jezusa. Podczas nabożeństw, które odprawiano w szabat w synagodze, śpiewano Psalmy, czytano fragmenty Tory i Proroków, słuchano kazania na temat czytanych fragmentów.
Jezus wracając do Nazaretu przychodzi do świątyni. Przychodzi ze świadomością, iż Duch Święty spoczywa na Nim. Przychodzi ten sam, jakiego wszyscy znali, a przynajmniej tak sądzili. Jezus żył w rodzinie, w Nazarecie: posłuszny, zależny, oddany. Natomiast teraz ujawnia się Jego misja. Treścią jej, jest głoszenie dobrej nowiny.
W synagodze, Jezus rozpoczyna swoją obecność wobec mieszkańców Nazaretu w sposób odnowiony. Słowo, które odczytał, skłania ich do patrzenia na Niego: „oczy wszystkich w synagodze, były w Nim utkwione”.
Nam również potrzeba przechodzić od słuchania słowa Bożego, do wpatrywania się w Jezusa, do Jego kontemplacji.
Czytania: 1J 4,11-18; Ps 72; Mk 6,45-52
Wydaje się, że jesteśmy jak uczniowie, wydani na niebezpieczeństwa szalejących żywiołów. Jezus każe im siadać do łodzi i płynąć, a sam znika. Jakby Go nie obchodzili. Łódź, to obraz naszego życia, naszej pewności. W tym się usadowiliśmy i tego się mocno trzymamy. Nasza droga wiedzie na drugi brzeg. Jeżeli chcemy pójść dalej po naszej drodze, nieraz tracimy grunt pod nogami.
Łodzią uczniów miotają gwałtowne fale. Silny wiatr odpycha ją od brzegu. Wiosłując, starają się o własnych siłach dobić do brzegu. Ale im gwałtowniej wiosłują, tym trudniejsze jest ich położenie.
Naszą pierwszą reakcją na niepewność, na kryzysy naszego życia – jest zaciśnięcie zębów i chęć wydostania się z opresji o własnych siłach. Ale to nam się nie udaje. Im mocniej trzymamy się naszych przyzwyczajeń, złych doświadczeń przeszłości, zranień, lęków, w tym większą wpadamy opresję.
Jezus przyszedł do uczniów po wodzie. Uczniowie nie poznają Go, myślą że to zjawa. Trzymając się kurczowo dotychczasowych sposobów na życie, to na przychodzącego Jezusa będziemy patrzyli jak na upiora.
Czytania: 1J 14,7-10; Ps 72; Mk 6,34-44
Jezus łączy ludzi zgromadzonych przy Nim. Uwidacznia się to szczególnie w wydanym przez Niego poleceniu, aby zgromadzeni skupili się w grupach po sto i po pięćdziesiąt osób. Przed rozmnożeniem chleba Jezus każe ludziom łączyć się we wspólnoty, być blisko innych. Na Jego Słowo ludzie tworzą grupy. Najpierw potrzebny jest człowiek, wspólnota, a potem dopiero chleb, który ich nasyci.
Dzisiaj łamany jest Chleb Eucharystyczny we wspólnocie Kościoła. Zaproszeni do uczty są wszyscy; rodziny, wspólnota parafialna, nie tylko „delegaci”.
Czytania: 1J 3,22-4,6; Ps 2; Mt 4,12-17.23-25
Zaskakujące jest zachowanie Jezusa. Dowiedział się o uwięzieniu Jana Chrzciciela i nic nie robi, aby go uwolnić. Nie prosi Heroda o ułaskawienie, nie korzysta z możliwości uwolnienia Jana w sposób cudowny. Odchodzi, zostawiając proroka w więzieniu. Życie ludzkie łączy się z traceniem kogoś i czegoś.; łączy się z samotnością i osamotnieniem. Jan mówił, przekonywał do nawrócenia, a teraz przyszedł czas, by dać najtrudniejsze świadectwo: oddać własne życie.
Jezus również wzywa: „Nawracajcie się”. Nawrócenie wymaga wyruszenia w drogę. Z czegoś należy wyjść, by wejść w inną rzeczywistość, styl życia, jakość myślenia . Od czegoś trzeba odejść, porzucić, zostawić, aby „wierzyć w Ewangelię” i dostrzec zbliżające się Królestwo Niebieskie
Czytania: Iz 60,1-6; Ps 72; Ef 3,2-3a.5-6; Mt 2,1-12
Mędrcy, Magowie lub jeszcze inaczej Królowie wyruszyli w długą drogę, aby oddać pokłon nieznanemu Królowi, większemu niż inni królowie ziemi. Być może znali Pisma prorockie. Posiadali wiedzę astronomiczną, matematyczną. Wyniki przeprowadzonych obserwacji i badań uznali za godne zaufania i kierując się szczególną Gwiazdą wyruszyli w drogę. Drogę długą, niebezpieczną, nie zawsze jasno rozświetloną. Stąd ich pytania kierowane do Heroda. Dotarli do ubogiego domu, gdzie z groty przeniosła się Święta Rodzina. Znaleźli Dziecię i Jego Matkę, oddali pokorny pokłon Królowi królów, zostawili dary mirrę, kadzidło i złoto. Powrócili jako wierzący, wierzący rozumem i sercem.
I na naszej drodze wiary, napotykamy trudności, nie zawsze wierzymy prostym sercem- to przywilej maluczkich. Gdy doroślejemy poznajemy coraz więcej i więcej, gubimy gdzieś w „ciemnościach dnia codziennego” naszą dziecięcą ufną we wszystko wiarę.
Nie mniej jednak te nasze ciemności rozświetla „Światłość świata”. Nie zawsze chcemy za Nią wyruszyć, na poszukiwanie.
Czytania: 1J 3,11-21; Ps 100; J 1,43-51
„Czyż może być co dobrego z Nazaretu”?
Bardzo ryzykowne jest opieranie się na opiniach innych. Tej pokusie nie oparł się Natanael. Podobnie jak jemu współcześni uważał, że Nazaret jest miastem ludzi „bardzo nieciekawych”. Filip nie wywiera nacisku, nie usiłuje go przekonać, by zmienił swój pogląd na osobę Jezusa. Proponuje najlepsze z możliwych rozwiązań: „Chodź i zobacz”. Nic nie zastąpi osobistego kontaktu z Jezusem i doświadczenia Jego bliskości.
Natanael jest zaskoczony, że Jezus go zna, że wie, jaki jest. W tym człowieku nie było podstępu. Jezus patrząc na jego serce, poznał go. Jezus nie potrzebuje informacji od pośredników, o drugiej osobie. Nie można zbliżyć się do Jezusa, jeśli On nie pozna i nie da nam odczuć tego, co zawiera nasze serce. Spotkanie się z prawdą o samym sobie, prowadzi w konsekwencji do spotkania Boga. Rozmawiając z Panem, widzimy w innym świetle własne życie.
