słowo do Słowa

Czytania: Mdr 3,1-9; Ps 116B; J 15,9-17

Jezus podaje nam wzór miłości chrześcijańskiej w Ewangelii, w słowach: ‘’Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich ‘’(J 15, 12-13). Osoba gotowa do takiego poświęcenia, jak śmierć dla drugiej osoby, bez wątpienia jest idealnym przyjacielem, lecz niezaprzeczalnym faktem jest, iż znalezienie kogoś, kto porwałby się na taki czyn, jest bardzo mało prawdopodobne… Dlaczego ? Odpowiedź jest prosta – współczesny świat uczy by ponad wszystko cenić swoje dobro, a co za tym idzie swoje życie – inni, nawet tak zwani ‘’przyjaciele’’ schodzą na drugi plan. 
Jednak jak od każdej reguły, tak i od tej istnieją wyjątki. Przykładem postawa św. Maksymiliana Kolbe. Musimy przeanalizować naszą gotowość do poświęcenia dla przyjaciół i starać rozwijać w sobie miłość chrześcijańską. We współczesnym świecie ludzi zaślepiła pogoń za dobrami materialnymi. W społeczeństwie zanikają prawdziwe wartości ustępując miejsca błahostkom.  Powinniśmy zatem przełamać swoje uprzedzenia oraz okazywać najbliższym nam osobom ile dla nas znaczy ich przyjaźń, może niekoniecznie ofiarowując swoje życie, ale chociażby mówiąc dziękuję.

Czytania: Ez 12,1-12; Ps 78; Mt 18,21-19,1

Nie tylko Bóg odpuszcza człowiekowi grzechy, ale i człowiek ma darować winy bliźniemu.
Dramatyczne jest to, że człowiek nie uczy się dobroci, miłosierdzia od tych, którzy mu ją okazali. Król darował słudze, który nie mając pieniędzy, nie mógł jemu oddać. Prosił króla o cierpliwość, o czas dla siebie. Otrzymał więcej niż prosił. Niczego się nie nauczył. Dobroć jest bezcenna. Dobroci, przebaczenia, cierpliwości, zrozumienia nie można kupić. Nie jest prawdą, że ten, który doświadczył przebaczenia, sam chętnie przebacza. Jezus nam ciągle przebacza, a my jakże często jesteśmy „niemiłosiernym dłużnikiem”.

Czytania: Ez 9,1-7;10,18-22; Ps 113; Mt 18,15-20

„Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy”
Upomnienie braterskie, chociaż ma miejsce rzadko, nie należy do rozmów przyjemnych. Kosztuje wiele. Można się narazić. Można stracić przyjaciela. Wiele słabości drugiego człowieka trzeba cierpliwie znosić. Tylko wtedy, gdy w grę wchodzą wielkie wartości, należy sięgać po upomnienie. Trzeba to uczynić tak, by upominany odkrył naszą autentyczną troskę o jego dobro. Jeśli nawet podczas samego upominania zareaguje zdenerwowaniem, to z perspektywy czasu odkryje, że nasze ostrzeżenie było uzasadnione i będzie za nie wdzięczny. Zanim zdecydujemy się na upomnienie w cztery oczy, trzeba sprawę głęboko
przemyśleć, trzeba ją rozważyć przed Bogiem. Trzeba się zgodzić na wszystkie wynikające z tego konsekwencje. W niejednym wypadku znacznie łatwiej jest przebaczyć niż upomnieć.  Prawdziwa miłość umie upomnieć i umie upomnienie przyjąć

Czytania: Ez 2,8-3,4; Ps 119; Mt 18,1-5.10.12-14

„Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała”?
To, co opowiedział Jezus, zadziwiłoby także samych pasterzy. Żaden z nich nie zostawiłby stada owiec dla jednej zagubionej. Tylko Boża miłość może być tak szalona w poszukiwaniu zagubionych dzieci. Podobnie zaskoczeni są uczniowie, dowiadując się, że to dzieci, a nie uczeni, kapłani czy prorocy są najważniejsi w Bożym królestwie. Jak bardzo potrzebujemy, aby Ewangelia odmieniła nasz sposób patrzenia i odczuwania, myślenia i postępowania.

Czytania: 2Kor 9,6-10; Ps 112; J 12,24-26

Ziarno, żeby z siebie dać, dać obficie, musi stracić swój korzystny wygląd  obumierając. Ziarno, które nie obumiera, traci tym samym cel swojego istnienia. Nie tracąc, zostaje samo, niczego nie wnosząc, nie dzieląc się ogromnym potencjałem możliwości, mocy, która jest w nim zawarta. Tracąc siebie, wchodzimy w łączność z wartościami większymi, z innym życiem, wchodzimy w umiejętność miłości, która jest owocująca, jak ziarno, które obumrze. Znakiem tracenia jest służba Bogu, zarówno w życiu kapłańskim, jak też w małżeństwie, rodzinie. Służba jest traceniem życia, obumieraniem, ewangelicznym rozumieniem pogardy wobec własnego istnienia.

Czytania: 1Krl 19,9a.11-13a; Ps 85; Rz 9,1-5; Mt 14,22-33

 «Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się»
Przeprawa przez jezioro Galilejskie późnym wieczorem nie była bezpieczna, gdyż często nocą pojawiały się tam sztormy. Dla uczniów, zaprawionych w  zawodzie rybaków, nocne wypłynięcie na jezioro nie było niczym nowym. Nie bali się żywiołów, byli z nimi wręcz oswojeni. Jednak może pojawić się pytanie: dlaczego Jezus kazał im się przeprawić na drugi brzeg? Wydaje się, że Jezus chciał samotności uczniów, chciał ich lęku, nawet przerażenia, chciał ich poczucia zagrożenia i zwątpienia we własne siły i możliwości – On chciał tego dla nich, ponieważ właśnie w taką ich rzeczywistość zapragnął wejść, chciał pokazać, że właśnie w takiej rzeczywistości On jest obecny. Przyszedł do nich pośród tego, co było ich lękiem, ich zagrożeniem. Jezus chciał im pokazać, że On w tym wszystkim jest i to ujarzmia. Piotr doświadcza i samych fal, i konsekwencji tych fal. W którymś momencie życia nasza łódź życia zacznie być miotana byśmy uwierzyli Jezusowi, zaufali Jego mocy. Gdy Piotr zawierzył Jezusowi, dzieje się rzecz niezwykła, jest zdolny kroczyć po falach. I dopóki patrzy na Jezusa, dopóki On jest jego „punktem odniesienia”, burza go nie pochłania. Nieszczęście zaczyna się wtedy gdy Piotr zaczyna wątpić. Zwątpienie jest przyczyną nieszczęścia. Jezus interweniuje na wołanie Piotra, ale chce mu uświadomić, że właśnie to zwątpienie jest przyczyną nieszczęścia. 

Czytania: Ha 1,12-2,4; Ps 9; Mt 17,14-20

„Panie, zlituj się nad moim synem”! 
Mamy tu do czynienia z wiarą wyrażaną słowem, gdy ojciec zwraca się do Jezusa pełnym szacunku słowem- Panie- oraz gestem, gdyż słowa te połączone są z jakże wymownym upadnięciem proszącego na kolana. Ale wydaje się, że dla Jezusa ważniejsza jest także i w tym wypadku wiara wyrażona życiem – ojciec nie zniechęca się porażką uczniów i podejmuje kolejny wysiłek, by swe potrzeby przedstawić bezpośrednio ich Mistrzowi. Można by rzec, że skuteczność jego pełnej zaufania postawy kontrastuje tu wyraźnie z jego brakiem cechującym ludzi małej wiary – uczniów.  Potrzebna była choroba młodego człowieka, bezsilność jego ojca, aby ci, którzy towarzyszyli Panu poznali, że są ludźmi małej wiary. Dramaty innych prowadzą do odkrycia naszych wewnętrznych tajemnic, będących obszarem ważnych, nieuświadomionych przez nas, zagubionych wartości. Pytanie, do którego często należy powracać jest takie: czy jestem człowiekiem wierzącym Jezusowi, uznając się za Jego ucznia, wyznawcę, naśladowcę?

Czytania: Na 2,1.3;3,1-3.6-7; Ps:Pwt 32,35-41; Mt 16,24-28

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”
Gdy przychodzi czas „zaparcia się siebie”, samych siebie nie poznajemy. Odkrywamy siebie jako tych, którzy już nie wiedzą czy wierzą, czy też nie wierzą, kochają czy nie kochają, czy ich modlitwa ma sens, czy jest jedynie czczą gadaniną. W bólu doświadczeń poznajemy Boga i siebie. To, w czym upatrywaliśmy własną wartość, znaczenie i wielkość, okazało się pomyłką, dążeniem za iluzją. Nasza wiara dojrzewa w taki sposób, że sami, z własnej woli nigdy byśmy tej drogi i tych metod nie wybrali. Najważniejsza w tym wszystkim jest obecność Jezusa. Bez Jego miłości można dojść do rozpaczy. Jedynie patrząc na Jezusa i słuchając Jego Słowa, można zgodzić się nieść własny krzyż często błądząc, potykając się i upadając.

Czytania: Dn 7,9-10.13-14; Ps 97; Mt 17,1-9

„Wyszedł na górę aby się modlić”
Jezus nie szedł na górę aby tak po prostu ukazać się Apostołom w chwale. Poszedł się modlić, rozmawiać z Ojcem. To nie była łatwa modlitwa lecz rozmowa z Ojcem o męce Ta modlitwa przemieniła Jezusa – ukazała Jego Boskie Oblicze. Jezus musiał przygotować uczniów na czas męki. To co im dotychczas mówił do nich nie docierało, nie rozumieli sensu mających nadejść wypadków. Gdy Jezus się modlił oni posnęli zmęczeni. Tak później zasną też w Ogrójcu. Przebudzenie zaś w obu przypadkach było dla nich zaskakujące, wręcz przerażające. Tutaj na Taborze poczuli się dobrze, jednak w Ogrójcu uciekną. Na taborze chcieliby pozostać dłużej, ale głos Ojca nakazuje im posłuszeństwo Jezusowi: „Jego słuchajcie”
Znikają oznaki chwały, trzeba zejść z Góry i w milczeniu przeżywać chwile szczęścia, trzeba z tych chwil czerpać moc na przyszłość.

Czytania: Jr 31,1-7; Ps:Jr 31,10-13; Mt 15,21-28

„Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida”!
Kobieta, chociaż z pochodzenia była „wyznania” kananejskiego, które dla pobożnego Żyda było największą obrzydliwością, musiała coś słyszeć o Jezusie, skoro nazwała Go Synem Dawida. Było to wtedy bardzo wyraźne wyznanie wiary w mesjańską godność Jezusa. Jak silna musiała być to wiara, świadczy jej natarczywość i wytrwałość w proszeniu: kobieta niczym się nie dała zrazić. A Jezus – najpierw tylko milczał, aby wypróbować jej wytrwałość i nadzieję. Gdyby zrezygnowała, znaczyłoby to, że niezbyt jej zależy, albo że nie wierzy w możliwość spełnienia prośby. Tu jej wiara była większa niż Apostołów, którzy chcieli pozbyć się problemu. „O niewiasto, wielka jest twoja wiara! Niech ci się stanie jak chcesz.” Obyśmy i my, dzięki swej postawie, mogli usłyszeć podobne słowa.

Loading...