Czytania: Flp 4,10-19; Ps 112; Łk 16,9-15
„Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny”
Drobne rzeczy mogą być wielkie:
krótka chwila modlitwy, westchnienie w utrudzeniu, w cierpieniu,
drobny uśmiech do bliźniego, mimo ciężaru własnego krzyża,
dobre słowo nawet wtedy, gdy ktoś obrzuca kalumniami,
drobny grosz jałmużny, bez dociekania komu i po co,
przebaczenie, choćby za cenę upokorzenia,
uczciwość w pracy i sumienność, choćby zmęczenie zwalało z nóg,
Te małe rzeczy składają się na jedną wielką: na miłość.
Czytania: Flp 3,17-4,1; Ps 122; Łk 16,1-8
W dzisiejszej Ewangelii wydaje się, że Jezus pochwala postępowanie nieuczciwego rządcy. Jednak Jezusowi nie chodzi o pochwałę nieuczciwości, ale raczej o zachęcenie nas do tego, byśmy wychodzili z inicjatywą w sprawach duchowych. Jakże często okazujemy się świetnymi organizatorami, może nawet kombinatorami, gdy chodzi o dobra doczesne. Często nawet zazdrościmy innym, że się tak dobrze w swoim życiu „ustawili”. Dlaczego brak nam zaradności, a może nawet przebiegłości, gdy chodzi o dobra wieczne?
Bóg jest miłosierny i przebacza nasze grzechy. Patrząc na to tylko po ludzku, Bóg nie jest całkiem sprawiedliwy – bardziej kieruje się miłością i miłosierdziem niż sprawiedliwością. Dlaczego? Bo Bóg jest najpierw miłosierny, a potem sprawiedliwy.
Czytania: Flp 3,3-8a; Ps 105; Łk 15,1-10
„Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich…” Zguba niewielka. To zaledwie jedna setna dobytku, jeden procent. Żaden rozsądny pasterz nie będzie gonił za jedną owcą, skupi się raczej na ochronie pozostałych dziewięćdziesięciu dziewięciu. Jedna drachma z dziesięciu to już większa strata, ale przecież to zaledwie jedna dziesiąta, dziesięć procent. Miłość Boga kieruje się zupełnie inną logiką. Dla Boga każdy człowiek jest kimś bezcennym, jedynym, najdroższym. Bóg nie godzi się ze stratą nawet jednej owcy. Często myślimy sobie: „Już tyle nagrzeszyłem, tyle razy zawiodłem, oszukałem Boga, że musi mieć mnie dość, nie jestem godny o nic już prosić”. Odpowiedź Boga: „Jesteś moją bezcenną owieczką. Daj się odnaleźć”. Wielka jest radość Boga z odnalezionego grzesznika. Ileż siły daje człowiekowi taki moment, gdy widzimy roziskrzone oczy kogoś, kto dawno nas nie widział i wita z radością! Ktoś się nami raduje – to jest bezcenne! Pomyśl o tych chwilach. Jakoś tak, tylko jeszcze bardziej, cieszy się nami Bóg. To obraz nieba. Czy jednak potrafimy cieszyć się razem z Bogiem? Czy umiemy świętować, celebrować nawrócenie swoje i innych?
Czytania: Flp 2,12-18; Ps 27; Łk 14,25-33
„Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”.
Radykalizm słów Jezusa może budzić przerażenie. Jezus mówi o nienawiści najbliższych nam osób, ale i nienawiści siebie. Słowa te wskazują na koszt bycia uczniem, na cenę, jaką trzeba ponieść, aby należeć do Jezusa. Nic, nawet miłość do ojca i matki, nawet własne życie, nie może być nam droższe niż lojalność względem Jezusa. Pójść za Jezusem to pójść z Nim do końca, na Kalwarię. Nawiązanie głębokiej relacji z Jezusem wymaga gotowości porzucenia, oddania tego wszystkiego, czego On zażąda. Jezus zawsze kieruje się naszym dobrem i nigdy nie wymaga bezsensownych wyrzeczeń. Na własne życie musimy spojrzeć w świetle wiary. Najpierw trzeba przezwyciężyć swój egoizm i pychę. A jeżeli coś nas odciąga od Boga, coś rujnuje naszą relację z Ojcem Niebieskim, powinniśmy to też porzucić. Ostrość słów Jezusa jest charakterystyczna, chodzi o stworzenie obrazu silnie kontrastującego. Ta wypowiedź Jezusa ma doprowadzić człowieka do wewnętrznego przebudzenia.
Czytania: Flp 2,5-11; Ps 22; Łk 14,15-24
W przypowieści o zaproszonych na ucztę Jezus wskazuje na osoby, które odmawiają swojego uczestnictwa. Powodem nieobecności są kolejno: pole, woły i ożenek. Każda z tych wymówek sprawia przykrość gospodarzowi. Jest ona inspiracją do podjęcia decyzji o zaproszeniu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych.
Dzisiaj również Jezus zaprasza na ucztę. Możemy pójść na nią, albo odmówić. Odmawiając Bogu stajemy się na Niego obojętni. Zwracamy się w stronę tego, co widzialne, ciesząc zmysły pięknem stworzonego świata. Z czasem jednak odczuwamy, że nie czujemy się szczęśliwi, zanika w nas radość. Możliwe, że jest to związane z odmawianiem Panu tego, o co nas prosi.
Czytania: Mdr 3,1-9; Ps 103; 2Kor 4,14-5,1; J 14,1-6
Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych to podwójne doświadczenie. Z jednej strony skończoność naszej natury, bo przechodzimy naturalny proces obumierania, a potwierdzają to groby naszych bliskich. Z drugiej strony – nadzieja płynąca z wiary w Boga, który jest Bogiem życia i wszystko dla Niego żyje. Trzeba tę tajemnicę przeżywać we wszystkich jej wymiarach. Nie bójmy się bólu rozstania, jaki odczuwamy, stając przy grobie bliskich nam osób. Zauważmy, jak dobrze, że szczytem grobów naszych bliskich jest krzyż. Patrząc na ten znak Jezusowego zwycięstwa, zaczynamy patrzeć oczami wiary. Krzyż to śmierć, która nie miała ostatniego słowa. To brama ku życiu w domu Ojca dla wszystkich, których Jezus umiłował. A miłość pragnie bliskości na zawsze. Jeśli nasz bliski przeszedł tę bramę śmierci razem z Jezusem, to ból zamienia się powoli w nadzieję. Staje się przypomnieniem, że Jezus jest jedyną prowadzącą tam Drogą. Trzeba się jej mocno pilnować, a wtedy serce nie będzie się trwożyć.
Czytania: AP 7,2-4.9-14; Ps 24; 1J 3,1-3; Mt 5,1-12a
Dla Wszystkich Świętych ma dzisiaj Pan Jezus jedno imię: błogosławieni, szczęśliwi.
Ubodzy w duchu, ci którzy potrafili duchem przylgnąć do Jezusa, przejść ponad bogactwem i ułudą świata.
Smutni w przeciwnościach życia, lecz radośni w duszy pełnej Boga.
Cisi w gwarze świata, lecz umiejący wykrzyczeć chwałę Boga.
Głodni chleba powszedniego, lecz nasyceni Słowem i Chlebem Życia.
Miłosierni dla innych i umiejący korzystać z Bożego miłosierdzia.
Czystego serca, które doznaje łaski przebaczenia
Promieniejący Bożym pokojem w chaosie codzienności.
Znoszący przeciwności w imię Prawdy i dla mocy świadectwa.
To ci, którzy bezimienni dla świata, a ich imiona zapisane są w niebie. Oni są nam przewodnikami w drodze na naszą „Górę Błogosławieństw”
Czytania: Flp 1,18b-26; Ps 42; Łk 14,1.7-11
„Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca”
Aby odnaleźć dobre miejsce w życiu, konieczna jest pokora. Choć to słowo nie pada wprost, ale właśnie ta cnota jest tematem pierwszej części dzisiejszej Ewangelii. Pokora to zgoda na prawdę o sobie. Nie poznamy siebie, patrząc w siebie jak w lustro. Prawdę o sobie odkrywamy w spotkaniu z innymi, w spotkaniu z Bogiem. Ucztę można odczytać jako metaforę życia. Czasem spotykają nas upokorzenia, musimy zająć niższe miejsce, przychodzi jakaś kompromitacja, degradacja. Czasem ktoś powie nam: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej”, czyli awans, docenienie, zaszczyt. Bóg wie, co jest dla nas najlepsze. Te różne sytuacje, gdy idę w górę lub spadam w dół, są potrzebne, aby odkryć prawdę o sobie. Aby pogodzić się ze sobą i dać się poprowadzić Bogu.
Czytania: Flp 1,1-11; Ps 111; Łk 14,1-6
Dotknął go, uzdrowił, odprawił” – zaledwie trzy słowa, a jest w nich zawarta radykalna przemiana życia cierpiącego człowieka. Wobec bariery zimnego milczenia i obojętności ze strony współbiesiadników Jezus okazuje swoje człowieczeństwo poprzez bliskość dotyku, swoją Boskość poprzez uzdrowienie. Obdarza nadzieją, odprawiając uzdrowionego do jego rzeczywistości. Każdy z zapytanych przez Jezusa był w stanie ratować życie własnego dziecka czy bydlęcia. Dlaczego więc tyle obojętności na krzywdę drugiego człowieka?
Czytania: Ef 6,10-20; Ps 144; Łk 13,31-36
„Wyjdź, uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić”.
Ratuj życie, inaczej zginiesz.
Można pozostać wiernym swojej misji, swojemu powołaniu, obietnicy złożonej Bogu Ojcu, do końca.
Można też w sytuacji zagrożenia własnego życia ratować się ucieczką. Wycofać się.
Jezus wie co Go czeka w Jerozolimie. Zdaje sobie doskonale sprawę z nieuchronności męki i śmierci. Pozostaje jednak stanowczy i wierny wypełnieniu swojej misji. Nie cofa się przed niczym.
Na naszej drodze również przeżywamy kryzysy i próby. Z jednych wychodzimy zwycięsko, innym się poddajemy.
Czy jednak wracamy na drogę powołania, czy konsekwentnie pomimo słabości i upadków dążymy do celu naszego życia?
Czy jesteśmy wierni życiowym wyborom?
Jezus jest Panem czasu i ludzkiego życia. W Nim możemy czuć się wewnętrznie wolni i bezpieczni. On może uzdrowić nas z każdego lęku, o ile w prostocie i szczerości serca Mu zaufamy.